Spotkanie ze świętym Eugeniuszem - rozważania
Wstęp

Życie świętego Eugeniusza de Mazenoda przypadło na trudne czasy w po rewolucyjnej Francji. Zostały zniszczone nie tylko różne warstwy społeczne, ale również zostało przez rewolucjonistów zniszczone życie religijne. Eugeniusz dobrze wiedział, że zadaniem kapłanów będzie odbudowa katolickiej Francji. Zebrał kilku gorliwych kapłanów, którzy z poświęceniem oddali się głoszeniu Ewangelii. Dlatego warto także dziś, w tych  trudnych czasach sięgać do dziedzictwa tego wspaniałego świętego, który przemawia do nas z cała mocą wołając o głoszenie Ewangelii ubogim, którzy dali się zwieść ideologiom. Nasi ubodzy w Luksemburgu, to zasadniczo nie biedni materialnie, ale to często dyrektorzy banków i firm, to dobrze uposażeni pracownicy UE, dla których pieniądz często stał się bogiem. I choć jest to środowisko bardzo trudne, to nie zwalnia nas, aby im również głosić Ewangelię. Dlatego chcemy Was zachęcić, aby oprócz co miesięcznych spotkań z Eugeniuszem w Głosie z Luksmeburga, także przez codzienne rozważania czerpać siły i wzrost duchowy własnej wiary. 25 lat od kanonizacji św. Eugeniusza pokazuje, że Jego przesłanie jest nadal aktualne, a jako duchowi synowie chcemy się nim dzielić także z Wami. Rozważania przygotowuje o. Frank Santucci OMI, a tłumaczy je o. Roman Tyczyński OMI. Jak dodaje o. Santucci refleksje powstają w atmosferze modlitwy w obecności ikony świętego Eugeniusza. Codziennie rano Eugeniusz spogląda na mnie i na Was oraz przypomina nam, że życie ucznia świętego Eugeniusza polega na codziennym przyjęciu krzyża, który jest dla nas Dobrą Nowiną. Niech Bóg obficie błogosławi naszej codziennej wędrówce ze świętym Eugeniuszem.

⇒ 26 lutego

PUBLICZNIOŚĆ ROZPIESZCZA OJCA Z POWODU OJCA DOBRYCH CECH, OJCA GORLIWIOŚCI I TEGO WSZYSTKIEGO, CO W OJCU ODNAJDUJĄ.  

 

Ojciec Louis Toussaint Dassy był bardzo utalentowanym i inteligentnym oblatem, doskonały we wszystkim, co robił jako kaznodzieja, autor książek, który z przyjemnością studiował archeologię. Eugeniusz pisze do niego i udziela mu pewnych wskazówek, aby go zapewnić, że liczy na Boga a nie na jego osobiste talenty. 

 

Nie przestaję dziękować Bogu za dobro, które się dokonuje przez ojca posługę, ale ojciec, moje dziecko, i ojca współbracia, miejcie zawsze w sercu i na ustach te piękne słowa Apostoła: Servi inutiles sumus; quod debuimus facere fecimus. Kim bowiem jesteśmy, by dokonywać cudów? Tym, co musi nas zaskakiwać, to to, żebyśmy nie psuli dzieła, które Bóg nam powierzył przez nasze niewierności, a to, co my do tego dodajemy ze swego

 

Przestrzega młodego, 33-letniego mężczyznę: wymażmy w naszych własnych oczach i starajmy się niczego nie żądać od ludzi, nie chcemy już ich pochwał, ich podziwu itd., ich pieniędzy. Ojciec zwłaszcza, mój dobry synu, musi strzec się, ponieważ publiczność rozpieszcza ojca z powodu ojca dobrych cech, ojca gorliwości i tego wszystkiego, co w ojcu odnajdują. 

 

List do ojca Louis Dassy, 17.07.1841, w: EO I, t. IX, nr 733.

 

Kolejne rozważanie będzie 1 marca

⇒ 25 lutego

BÓG BOWIEM JEST MI ŚWIADKIEM, JAK PODĄŻAM ZA WAMI Z CAŁYM MYM UCZUCIEM W UMIŁOWANIU CHRYSTUSA. 

 

Eugeniusz, tak jak święty Paweł, jest ojcem oblackiej, misjonarskiej rodziny. Wyraża swoją miłość do udającej się do Kanady wspólnoty:

 

Jeśli chodzi o mnie, to dziękuję Bogu za każdym razem, gdy myślę o was, we wszystkich moich modlitwach, prosząc Go z radością za was wszystkich do waszej łączności duchowej w Ewangelii, ufając również w to, że Ten, który w was rozpoczął dobre dzieło, doprowadzi je do wypełnienia, aż do dnia Jezusa Chrystusa. Słusznie tak myślę o was, których noszę w swoim sercu. Bóg bowiem jest mi świadkiem, jak podążam za wami całym uczuciem w umiłowaniu Chrystusa i proszę, aby wasza miłość coraz bardziej obfitowała w wiedzę i we wszelkie uczucia przez Jezusa Chrystusa na cześć i chwałę Bożą.

 

Biskup Berteaud de Tulle wychodząc ze spotkania z Eugeniuszem zwołał: Panowie, spotkałem Pawła. Obojętnie czy te słowa są prawdziwe, czy też nie, pokazują ducha, z jakim Eugeniusz spoglądał na misje zagraniczne. 

Wyjeżdżajcie więc z chętnym i radosnym sercem. Niech sam Bóg, nasz Ojciec, i Pan nasz, Jezus Chrystus, kierują waszymi krokami. Niech Najświętsza Dziewica Maryja poczęta bez zmazy otoczy was swoją życzliwą macierzyńską opieką i niech troskliwie strzeże was święty Anioł Boży.

Dan w Marsylii z naszym podpisem i pieczątką oraz sygnaturą sekretarza Zgromadzenia w roku Pańskim tysiąc osiemset czterdziestym pierwszym dnia dwudziestego dziewiątego września.

 

List obediencyjny pierwszych misjonarzy w Kanadzie, 29.09.1841, w: EO I, t. 1, nr 8.

 

⇒ 24 lutego

POKAZAĆ SIĘ TAKIM, JAKIEGO OJCA WSPÓŁBRACIA CHĘTNIE SZUKAJĄ, ABY IŚĆ ZA OJCEM KROK W KROK.

W misjonarskim pełnomocnictwie Eugeniusza dla pierwszej oblackiej wspólnocie podkreślono wagę wzajemnego wspierania się.
Dlatego wzajemnie się zachęcajcie i budujcie jedni drugich. Bądźcie zjednoczeni w tym samym duchu, współpracując dla wiary w Ewangelię. 

Następnie zwraca się do superiora wspólnoty ojca Jeana Baptista Honorata:

Niech szczególnie ojciec, któremu powierzyliśmy kierowanie współbraćmi, odznacza się raczej zaletą i cnotą niż wywyższeniem swego stanowiska; niech ojciec stara się bardziej pozyskać serca swoich podwładnych miłością i łagodnością niż przez kierowanie nimi władzą. Przez zachowanie naszych Reguł i swoją pobożnością proszę się pokazać takim, jakiego ojca współbracia chętnie szukają, aby iść za ojcem krok za krokiem i na wyścigi ojca naśladować.

 

O wsparcie poproszono pozostałą część wspólnoty: 

Wy natomiast, których nasz Zbawiciel raczył powołać z takim upodobaniem spośród waszych współbraci do tak wielkiego dzieła, starajcie się ze wszystkich sił odpowiedzieć na to święte wezwanie boże i ulżyć brzemieniu nałożonemu waszemu superiorowi przez pokorę, umartwienie, gorliwość w udoskonalaniu się, żarliwość w modlitwie, prawdziwy szacunek dla niego ze względu na Boga, radosne posłuszeństwo, a zwłaszcza szczerą miłość.

 

List obediencyjny pierwszych misjonarzy w Kanadzie, 29.09.1841, w: EO I, t. 1, nr 8.

⇒ 23 lutego

UMOCNIJCIE SIĘ W PANU I W POTĘDZE JEGO MOCY.

 

Cytując świętego Pawła, Eugeniusz z ewangeliczną odwagą wysyła swoich misjonarzy:

 

Poza tym, bracia, umocnijcie się w Panu i potędze Jego mocy. Przyodziejcie więc zbroję bożą, stójcie mocno, z biodrami przepasanymi prawdą, odziani w pancerz sprawiedliwości i obuci przygotowaniem do ewangelizacji; niech Pan da wam siłę do głoszenia słowa z wielką mocą, aby uwolnić synów Kościoła od grzechu i doprowadzić ich do świętości, i niech otworzy wasze usta do zapoznawania z pewnością tajemnicy Ewangelii tych, którzy jej nie znają. 

 

List obediencyjny pierwszych misjonarzy w Kanadzie, 29.09.1841, w: EO I, t. 1, nr 8.

 

W tych trudnych dniach pamiętajmy, że słowa Pawła są dla nas ciągle prawdziwe i dodają nam do odwagi:

 

Konkludując: umocnijcie się w Panu i potędze Jego mocy. W końcu bądźcie mocni w Panu – siłą Jego potęgi. Obleczcie pełną zbroję Bożą, byście mogli się ostać wobec podstępnych zakusów diabła. Nie toczymy bowiem walki przeciw krwi i ciału, lecz przeciw Zwierzchnościom, przeciw Władzom, przeciw rządcom świata tych ciemności, przeciw pierwiastkom duchowym zła na wyżynach niebieskich. Dlatego weźcie na siebie pełną zbroję Bożą, abyście w dzień zły zdołali się przeciwstawić i ostać, zwalczywszy wszystko. Stańcie więc [do walki] przepasawszy biodra wasze prawdą i oblókłszy pancerz, którym jest sprawiedliwość, a obuwszy nogi w gotowość [głoszenia] dobrej nowiny o pokoju. W każdym położeniu bierzcie wiarę jako tarczę, dzięki której zdołacie zgasić wszystkie rozżarzone pociski Złego. Weźcie też hełm zbawienia i miecz Ducha, to jest słowo Boże. (Ef 6, 10-17)

⇒ 22 lutego

OBECNIE OTWIERA SIĘ DŁUŻSZA DROGA. OTWIERA SIĘ PRZED NAMI SZEROKA BRAMA. 

W oficjalnym liście obediencyjnym Eugeniusz de Mazenod jako Superior generalny udziela pełnomocnictwa ich misji. 

BÓG I OJCIEC NASZEGO PANA JEZUSA CHRYSTUSA, który nas wybrał i przeznaczył do wysławiania chwały Jego łaski, ustanowił nas, abyśmy szli i przynosili owoc i aby nasz owoc trwał.

Eugeniusz zwrócił uwagę, że istnienie oblatów jest owocem Bożej interwencji a nie ludzkich zabiegów. Przypomniał początki i owocną ewangelizację Prowansji: 

Wiecie, iż od chwili, gdy Ojciec rodziny posłał nas, małą trzódkę w ostatniej godzinie do pracy w Jego winnicy, jak naszymi skromnymi pracami przynieśliśmy obfite plony, i że po rozpoczęciu głoszenia Słowa Bożego Bóg dokonał przez nas, chociaż niegodnych, wielkich rzeczy i jak błądzący zostali sprowadzeni na dobrą drogę, wtedy gdy szliśmy w otaczających nas regionach do owiec, które poginęły.

Tak samo jak Bóg błogosławił im w skromnych początkach, tak samo będzie błogosławił oblatom na ich rozległej i otwierającej się misji w Kanadzie. 

Ale obecnie otwiera się dłuższa droga i roztacza się szersze pole działania; otwiera się przed nami szeroka brama; teraz jesteśmy posłani nie tylko do tych, którzy są w pobliżu, i do braci w wierze, ale również do innych, którzy są daleko, i do tych, którzy nie znają wiary; my, którzy z powodu naszej małej liczby byliśmy za słabi do zadania zebrania obfitego żniwa, które roztacza się przed nami.

List obediencyjny pierwszych misjonarzy w Kanadzie, 29.09.1841, w: EO I, t. 1, nr 8.

Dzisiaj ten sam duch ożywia mazenodowską rodzinę, abyśmy byli misjonarzami w rozmaitych kontekstach, w których przyszło nam żyć. Bóg nigdy nas nie opuści. 

⇒ 19 lutego

TEGO WIECZORU POŻEGNALIŚMY NASZYCH DROGICH MISJIONARZY, KTÓRZY JUTRO WYRUSZĄ DO KANADY.

 

Wreszcie nadszedł czas wyjazdu misjonarzy, którzy na pożegnaniu zebrali się w Marsylii. Pełen podziwu dla ich ofiarności i oblackiego ducha Eugeniusz woła w dzienniku: 

 

Tego wieczoru pożegnaliśmy naszych drogich misjonarzy, którzy jutro wyruszą do Kanady. Czyż może być coś bardziej budującego niż ich nastawienie, gdy wyruszają pełni zapału, gotowi do całkowitego poświęcenia. Wspaniałomyślnie składają ofiarę z najbardziej naturalnych uczuć i nawet im na myśl nie przyjdzie, by ktokolwiek okazywał, jak bardzo ich ceni. Trzeba to powiedzieć, bo tak jest rzeczywiście: każdy z nich jest doskonały, mają uznanie u Boga

 

Dziennik, 28.09.1841, w: EO I, t. XX.

⇒ 18 lutego

MÓJ DROGI SYNU, BĘDZIE MI OJCIEC WDZIĘCZNY ZA TO, ZE TAK OTWARCIE WYRAŻAM CAŁĄ MOJĄ MYŚL.

Wybór pierwszych misjonarzy, którzy udadzą się do Kanady, wymagał od Eugeniusza i członków rady poważnego rozeznania.

Zapewniam ojca, mój drogi, że dopatrzyłem się tylko bardzo dobrego motywu w propozycji, jaką ojciec mi zrobił, aby należeć do tych, którzy mają być wybrani do założenia naszej pierwszej placówki w Kanadzie. Błogosławiłem Pana za dyspozycje, jakimi Jego łaska ojca wyposażała, ale zawahałem się, gdy przypomniałem sobie list, który ojciec mi napisał, gdy donosiłem, że ojciec jest przeznaczony do stanowienia części wspólnoty w Lumières.

Po uwzględnieniu trudności spowodowanych pewnymi postawami ojca Bermonda Eugeniusz kontynuuje:

Ojciec rozumie, iż na tak daleką misję jak w Kanadzie, trzeba być użytecznym; trzeba żeby można było liczyć na solidność cnót zakonnych tych, którzy będą oddaleni ode mnie o tysiąc pięćset mil. Kto może przewidzieć trudności, których dozna się bądź to od ludzi, bądź przez wydarzenia? Jeśli nie umocniło się w praktykowaniu pokory, wyrzeczenia, jeśli nie umocniło się w posłuszeństwie, które jest fundamentem każdego życia zakonnego, jeśli nie przygotowano się do znoszenia cudzych niedoskonałości, a zwłaszcza jeśli nie wyrzekło się własnej woli, to trudno orzec, czy nie będzie już wiele kosztować podporządkowanie się woli przełożonego, i to bez wysiłku, bez żalu, bez najmniejszego szemrania.

W końcu Eugeniusz wyciąga wniosek:

Będzie mi ojciec wdzięczny, mój drogi synu, za to, że tak otwarcie wyrażam całą moją myśl. Jeżeli mnie ojciec bardziej przekona, to znajdzie się w drugiej grupie. Ściskam ojca i błogosławię. + K. J. Eugeniusz, biskup Marsylii.

List do Françoisa Bermonda, 19.08.1841, w: EO I, t. I, nr 4.

Dlatego radujcie się, choć teraz musicie doznać trochę smutku z powodu różnorodnych doświadczeń. Przez to wartość waszej wiary okaże się o wiele cenniejsza od zniszczalnego złota, które przecież próbuje się w ogniu, na sławę, chwałę i cześć przy objawieniu Jezusa Chrystusa (1 P 1, 6-7).

⇒ 17 lutego

OSTATECZNIE WYBRAŁEM OJCA, ABY NALEŻAŁ DO WSPÓLNOTY, KTÓRA ZATKNIE W DRUGIEJ CZĘŚCI ŚWIATA SZTANDAR ZGROMADZENIA, KTÓRYM JEST TEN SAM KRZYŻ. 

Przed przyjęciem misji w Kanadzie Eugeniusz konsultował się z każdym członkiem zgromadzenia. Większość członków wyraziła pragnienie, aby tam pojechać, zatem pojawiła się trudność, kogo wysłać. Oto list do jednego z tych, na którego padł los.

Mój drogi o. Lucienie, proszę podziękować Bogu za to, że wysłuchał ojca prośby. Ostatecznie wybrałem ojca, aby należał do wspólnoty, która zatknie w drugiej części świata sztandar Zgromadzenia, który ma taki sam krzyż. Mam jak największą nadzieję, że ojciec i ojca towarzysze okażecie się godnymi swego powołania, że zrobicie dużo dobra i że swoim poświęceniem, gorliwością i życiem zakonnym zaszczycicie Zgromadzenie.

 

Pierwsi misjonarze dotarli do nowego kraju. Bardzo wielkie znaczenie mają ich pierwsze wrażenia, od nich bowiem zależały zaproszenia, z jakimi zwrócono się do oblatów.

Od opinii, jaką wyrobicie o nas, zależeć będzie rozwój rodziny nie tylko w całej Kanadzie, lecz w innych krajach misyjnych dojrzałych do ewangelizacji, w których brakuje tylko pracowników do głoszenia im Dobrej Nowiny o zbawieniu. Mam jak największą nadzieję, że ojciec i ojca towarzysze okażecie się godnymi swego powołania, że zrobicie dużo dobra i że swoim poświęceniem, gorliwością i życiem zakonnym zaszczycicie Zgromadzenie. Wy pierwsi będziecie otwierać pochód; inni pójdą za wami. Trudno mi będzie pocieszyć wielu, którzy spodziewali się, że będą należeć do pierwszej grupy. Żegnam. Mam już tylko czas, by ojca uściskać i pobłogosławić. + K. J. Eugeniusz, biskup Marsylii.

List do Luciena Lagiera, 28.08.1841, w: EO I, t. I, nr 5.

Nie zapala się też światła i nie stawia pod korcem, ale na świeczniku, aby świeciło wszystkim, którzy są w domu. Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie(Mt 5,15-16).

⇒ 16 lutego

NIE WYSTARCZY CHCIEĆ PRZYJĄĆ WIELKĄ MISJĘ, TRZEBA TEŻ UMIEĆ PONIEŚĆ KONSEKWENCJE TAKIEJ DECYZJI.

Zobaczyliśmy, jak oblaci przyjęli opatrznościowe zaproszenie, aby posłać misjonarzy do Kanady. Eugeniusz najnowszymi informacjami dzieli się z ojcem Courtèsem:

Odpowiedź na pytanie, jakie postawiłem, była jednomyślna. Oprócz tego otrzymałem wiele listów, w których oświadczano mi swoją szczególną ochotę, aby go uznano za nadającego się na tę misję. Będę więc miał już tylko kłopot z wyborem, którego trzeba będzie dokonać. Postanowiono, że wyślę czterech misjonarzy i dwóch braci, aby założyli naszą placówkę w Montrealu… To już, mój drogi, wszystkie szczegóły, jakie mogę ci podać o tej ważnej misji. Mam nadzieję, że Bóg będzie jej błogosławił, i myślę podobnie jak wy wszyscy, iż będzie ona korzystna dla Zgromadzenia.

Następnie Eugeniusz stawia sobie pytanie o tych, którzy zostali wybrani, aby pojechać do Kanady:

Obecnie trudność będzie polegała na utworzeniu tej nowej wspólnoty. Wśród wybranych muszą się znaleźć ludzie zdolni do głoszenia Słowa Bożego i dobrzy do zaprezentowania się klerowi z Montrealu, który nie jest bez zasługi. Trzeba więc będzie nałożyć ofiary innym wspólnotom. Nie wystarczy chcieć przyjąć wielką misję, trzeba też umieć ponieść konsekwencje takiej decyzji.

List do Hipolita Courtèsa, 11.08.1841, w: EO I, t. I, nr 73.

Przypomnijmy sobie słowa Jezusa: Kto nie nosi swego krzyża, a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem. Bo któż z was, chcąc zbudować wieżę, nie usiądzie wpierw i nie oblicza wydatków, czy ma na wykończenie? Inaczej, gdyby założył fundament, a nie zdołałby wykończyć, wszyscy, patrząc na to, zaczęliby drwić z niego (Łk 14, 27-29).

Gorliwość i entuzjazm nie wystarczą, aby dostrzec, że projekt, obojętnie jak dobry byłby, zmierza ku końcowi.

⇒ 15 lutego

TO BĘDZIE PIĘKNA KARTA W NASZEJ HISTORII.

Eugeniusz napisał w swoim dzienniku:

Nasze domy przysyłają odpowiedzi po rozważeniu sprawy, którą im przedstawiłem. Należy wszystkie wpisać do naszych ksiąg, tak bardzo są budujące… Będzie to piękna karta w historii naszego Zgromadzenia, dzięki temu świat pozna, jak wspaniały duch ożywia to jeszcze mało znane Zgromadzenie i do jakiej ofiary są gotowi jego członkowie. Wiem, że ono wytrzyma konkurencję najbardziej szacownych i zasłużonych zakonów w Kościele, które niech pokażą teraz piękniejszy przykład poświęcenia.

Eugeniusz kontynuuje: A dowodem niech będą listy, jakie napisali i wymienia nazwiska 13 oblatów: Czytając je, można łatwo się przekonać, że duch Boży ożywia tych ludzi, którzy rozumieją obowiązki swego świętego stanu, a szczególną własnością naszej drogiej rodziny zakonnej są gorliwość o zbawienie bliźnich, wierna służba Kościołowi i miłość Zgromadzenia.

Dziennik, 24.07.1841, w: EO I, t. XX.

To mały krok, który w historii mazenodowkiej rodziny będzie miał bardzo wielkie znaczenie. Mam nadzieję, że Neil Armstrong nie obrazi się, gdy sparafrazuję jego słowa, ale ta zgoda doprowadziła do stworzenia nowego paradygmatu, mającego wpływ na życie wielu tysięcy osób wzbogaconych przez misjonarzy świętego Eugeniusza.

⇒ 12 lutego

OTO OBSZERNE POLE, KTÓRE OTWIERA SIĘ PRZED JEGO GORLIWOŚCIĄ

 

 

W liście do ojca Vincensa Eugeniusz zwierza się z opatrznościowego wezwania do zgromadzenia misjonarzy oblatów: 

Oto obszerne pole, które otwiera się przed jego gorliwością. Kanada domaga się jego posługi. Jak odpowiedzieć na jej apel, kiedy nie mamy członków. Niemniej zapytałem się całego Zgromadzenia, by wiedzieć, co mam odpowiedzieć biskupowi z Montrealu, który prosi mnie o czterech misjonarzy, aby ewangelizowali jego obszerną diecezję i pracowali nad rdzennej ludzkości, która jest w kontakcie z nim. 

 

List do Josepha Vincensa, 17.07.1841, w: EO I, t. IX, nr 734. 

 

 

Eugeniusz każdemu oblatowi zadał dwa pytania: Czy powinniśmy wyrazić zgodę na tę misje w Kanadzie? Czy zgodziłby się ojciec, aby tam pojechać jako misjonarz? 

Yvon Beaudoin w przypisie do tego listu zanotował: Mamy entuzjastyczną odpowiedź o. Dassy’ego, który był gotów pojechać z o. Vincensem: „Nie widzę… w tej misji tak wielkich ofiar do zrobienia: podróż, klimat, zmiana kraju, rozłąka z rodziną, wszystko to nie jest czymś wielkim w moich oczach. Proszę powiedzieć jedno słowo, a Francja będzie dla mnie w Kanadzie; moi rodzice, bracia i przyjaciele będą w Kanadzie; moje serce przeniesie się do Kanady i ten kraj, który w tej chwili powoduje drżenie naszych dusz, ten kraj będzie nawet w razie potrzeby moją jedyną ojczyzną aż do śmierci

 

Kolejne rozważanie będzie 15 lutego

⇒ 11 lutego

MOGŁEM JE POWIERZYĆ TYLKO LUDZIOM DOBREJ WOLI I GOTOWYCH DO OFIARY.
MUSIALEM MIEĆ ICH CAŁKOWITĄ ZGODĘ. 

 

Zanim Eugeniusz wyraził zgodę na posłanie misjonarzy za Atlantyk, do Kanady, konsultuje się z wszystkimi oblatami. 

 

No cóż! Nie odważyłem się dać biskupowi pozytywnej odpowiedzi, ale obiecałem, że rozważę jego prośbę, i gdy będzie wracał, przedstawię mu, co konkretnie mogłem zrobić, by zadośćuczynić jego życzeniu. 

Moim zamiarem było poznać opinię wszystkich członków Zgromadzenia i dopiero mając ich przyzwolenie, dać odpowiedź biskupowi Montrealu. Szło bowiem o misje w dalekich krajach wymagających zupełnego poświęcenia. Mogłem je powierzyć tylko ludziom dobrej woli gotowych do ofiary; musiałem mieć ich całkowitą zgodę. I to uczyniłem. 

 

Następnie opisał ich reakcję po konsultacji:

Najpierw wezwałem kilku superiorów naszych wspólnot lokalnych, ci od razu poparli me plany. Powiadomieni o tym wszystkim niektórzy ojcowie zaraz wyrazili gotowość do wyjazdu… Wszyscy mówili, iż wobec tak pięknej propozycji nikt nie zgłosi sprzeciwu.

Dziennik, 15 i 16.07.1841, w: EO I, t. XX.

⇒ 10 lutego

OTWIERA SIĘ PRZED NAMI WSPANIAŁA MISJA. 

 

Pisząc w swoim dzienniku, że biskup Bourget poprosił o kilku misjonarzy oblatów do Kanady, Eugeniusz z entuzjazmem zrozumiał, że przed zgromadzeniem otwierają się nowe możliwości. 

 

Chciał co najmniej czterech misjonarzy, obiecał, iż pokryje koszty podróży i da im parafię w diecezji, by zaspokoić potrzeby wspólnoty. Z upływem czasu może ona się powiększyć nie tylko o nowych misjonarzy, których zechcę mu dostarczyć, lecz i miejscowych, którzy, jak ma nadzieję, chętnie przyłączą się do nich w kraju. 

Nasi misjonarze będą głosić misje w wielu parafiach diecezji i mogą ewangelizować dzikusów, kiedy ktoś z nich nauczy się ich języka. Otwiera się przed nami wspaniała misja i z radością zobaczyłem, iż wszyscy nasi, którym o niej powiedziałem, przyjęli ją z entuzjazmem. 

 

Dziennik, 15 i 16.07.1841, w: EO I, t. XX.

 

Od tej chwili aż do dnia dzisiejszego misja trwa w 65 krajach. Wszystko to, co się dokonało ma nam uzmysłowić, że Bóg otwarł drzwi, co także czyni dzisiaj we wszystkich aspektach naszego życia. 

⇒ 9 lutego

PAN NATCHNĄŁ JĄ TAKĄ MYŚLĄ, ABY WOLNE MIEJSCE W POWOZIE ZAJĄŁ OJCIEC DALY.

Aby dostrzec opatrznościową dłoń Boga, który posłał anglofona, aby wstąpił do oblatów, przeczytajmy, co Eugeniusz napisał w swoim dzienniku:

Nie koniec na tym, brat Daly zwykle nieszukający kontaktów z innymi, w wyjątkowej okoliczności poznał angielskiego protestanta, który właśnie zamierza ze swoją rodziną podróżować do Anglii. Wkrótce potem Anglik proponuje by brat Daly towarzyszył mu, i chce opłacić jego podróż aż do Liverpoolu. Jeszcze teraz zdumiewa mnie ten niespodziewany znak Bożej Opatrzności i aż do chwili wyjazdu nie mogłem w to zupełnie uwierzyć. 

Jednak widząc takie zaufanie drogiego Daly, iż po jednej tylko rozmowie zdecydował się na podróż, śpiesznie udzieliłem mu święceń (2 maja 1841), chciałem bowiem, aby wyruszył nazajutrz, czując nad sobą Bożą opiekę. Bóg w tak cudowny sposób objawił swą potęgę i dobroć wobec wiernego sługi, który bez reszty oddał się do Jego dyspozycji. Warto dodać, iż aby ta nadzwyczajna podróż doszła do skutku, jak chciał tego o. Daly, teściowa Anglika koniecznie musiała odwołać nagle swój wyjazd. Być może to Pan natchnął ją taką myślą, aby wolne miejsce w powozie zajął o. Daly.

Następnie Eugeniusz wyjaśnia, dlaczego to, co się stało, było tak ważne. Najpierw to otwarcie bramy do ewangelizowania tych, którzy porzucili Kościół Katolicki, następnie to szansa na nowe powołania oblackie, kolejnych misjonarzy dla anglofońskich krajów na całym świecie. 

Celem podróży było zbadać miejscowy teren i założyć dom misjonarzy naszego Zgromadzenia, których zadaniem byłoby poświęcić się nawracaniu heretyckich Anglików. Jeśli zaś zajdzie potrzeba i pozwoli na to liczba misjonarzy, wyruszą do krajów kolonialnych lub nowo zdobytych regionów Ameryki czy nawet do jakiejkolwiek części świata.

Dziennik, 15 i 16.07.1841, w: EO I, t. XX.

Wiemy też, że Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra, z tymi, którzy są powołani według [Jego] zamiaru (Rz 8, 28).

⇒ 8 lutego

KOLEJNY ZNAK BOŻEJ WOLI, ABY REALIZOWAĆ JEGO DZIEŁO.

Kolejną osobą posłaną przez Boga, aby otworzyć oblatom drogę na Wyspy Brytyjskie, był John Naughten, który w poprzednim roku wstąpił do nowicjatu we Francji. To szczęśliwy przypadek zesłany przez Boga. 

Właśnie wtedy zjawił się na Kalwarii, nie wiem, w jakim celu, młodzieniec, z którego twarzy promieniowała niewinność jego duszy i miał zarezerwowane miejsce na statku, by nazajutrz wyruszyć do Rzymu15.

Ojciec Aubert przypadkiem był w zakrystii, gdy ten młodzieniec przemówił do niego po łacinie. Ojciec Aubert, domyślając się po akcencie, że jest Anglikiem, odpowiedział na jego pytanie po angielsku; młody Anglik, zachwycony, iż znalazł kogoś, kto mógłby go zrozumieć, przedstawił swoją prośbę. I tak po kolei wyjaśnia, że opuścił Irlandię, by zostać misjonarzem. Tym szczęśliwym zbiegiem okoliczności jego pragnienie mogło się spełnić, bo znalazł się w domu misjonarzy, i nie domyślając się, za rozmówcę miał superiora domu.

Nie czekając, młodzieniec prosi o przyjęcie; zaraz anulowano jego rezerwację na podróż do Rzymu i został członkiem naszej wspólnoty. Brat Daly, który przybył, by lepiej mu wszystko wyjaśnić, dojrzał w tym nowy znak Bożej woli, że ma realizować misyjne dzieło. Okazuje się, że ten młodzieniec to anioł, odbył już połowę swego nowicjatu ku zbudowaniu otoczenia i łączymy z nim wiele nadziei. Nazywa się Naugten i pochodzi ze sławnego regionu O’Connell.

Dziennik, 15 i 16.07.1841, w: EO I, t. XX.

⇒ 5 lutego

WSPANIAŁY OJCIEC, RODOWITY IRLANDCZYK, KTÓRY JAKBY NAM SPADŁ Z NIEBA.

Wraz z przybyciem ojca Williama Dalyego, który jako student na cztery lata dołączył do oblatów, Pan otwiera drogę misjom oblackim na Wyspach Brytyjskich. Eugeniusz uznał misjonarskie znaczenie tego listu i w 1841 roku przystąpił do działania.

Jak wiadomo, mamy w Zgromadzeniu wspaniałego ojca, rodowitego Irlandczyka, który jakby nam spadł z nieba. Jako oblat bez zarzutu, i jest dla nas wzorem życia zakonnego i doskonałości. Pośród zalet, jakie posiada, podziwiamy nade wszystko jego skromność i łagodność. Nikt by nie przypuszczał, iż ten tak drogi nam syn żywi w swym sercu gorącą miłość bliźniego oraz wypróbowaną gorliwość z myślą o nawracaniu swoich rodaków, angielskich heretyków rozsianych po Anglii i wielu innych krajach. Będąc zaledwie diakonem, szukał jakiegoś domu, by ułatwić Zgromadzeniu rozpoczęcie wielkiego dzieła misyjnego. Zaproponował, że napisze do Irlandii, by szukać tam kandydatów, którzy byliby odpowiedni do naszej misyjnej posługi. Odpowiedzi, jakie otrzymał, pozwalają mu ufać, że wszystko jest na dobrej drodze.

Dziennik, 15 i 16.07.1841, w: EO I, t. XX.

Przypomnijmy sobie Pawła i Barnabę: Kiedy przybyli i zebrali [miejscowy] Kościół, opowiedzieli, jak wiele Bóg przez nich zdziałał i jak otworzył poganom podwoje wiary (Dz 14, 27).

Wyjaśnienie odnośnie użytego przez Eugeniusza słowa heretyk. W słowniku jest to określenie osoby, która nie uznaje wszystkich prawd wiary religii katolickiej. Powrócimy do tej kwestii w najbliższych rozważaniach, gdy zobaczymy, że Eugeniusz cierpiał widząc mieszkańców wysp zmuszanych przez króla Henryka VIII do zmiany obywatelstwa z powodu ich małżeńskiej sytuacji. W tamtym okresie w Kościele uważano, że ci ludzie żyli w błędzie, nawet jeśli nie była to ich wian. Eugeniusz uważał ich za opuszczonych i chciał, aby powrócili do pełni zbawienia. 

Kolejne rozważanie 8 lutego

⇒ 4 lutego

BÓG ZACZYNA PISAĆ NOWĄ KARTĘ NASZEJ HISTORII.

W 1841 roku, wraz z przybyciem do Marsylii opatrznościowych gości, Bóg rozpoczął pisanie nowej karty w historii mazenodowskiej rodziny. Eugeniusz napisał w swoim dzienniku:

Biskup Montrealu w Kanadzie zatrzymał się przed kilkoma miesiącami w Marsylii10, będąc w drodze do Rzymu, i w rozmowie przedstawił mi potrzeby swej diecezji. Nalegał, bym posłał mu co najmniej czterech misjonarzy z naszego Zgromadzenia. Ich zadaniem byłoby ewangelizować mieszkańców kraju i gdyby mieli na tyle zapału, mogliby udać się do dzikusów żyjących w tym regionie

W tym samym czasie:

Przy okazji wspomnę, że realizujemy jeszcze inny podobny plan na etapie próby, ponieważ Opatrzność nam go wskazała, posługując się wydarzeniami w pełni zasługującymi na naszą uwagę. Jak wiadomo, mamy w Zgromadzeniu wspaniałego ojca, rodowitego Irlandczyka, który jakby nam spadł z nieba…

Ponadto :

Właśnie wtedy zjawił się na Kalwarii, nie wiem, w jakim celu, młodzieniec, z którego twarzy promieniowała niewinność jego duszy… I tak po kolei wyjaśnia, że opuścił Irlandię, by zostać misjonarzem.

Dziennik, 15 i 16.07.1841, w: EO I, t. XX.

W 1830 roku o misjach zagranicznych Eugeniusz napisał poniższe slowa:

Pan ukaże nam swoją wolę, gdy to Mu się spodoba.

List do ojca Tempiera, 26.07.1830, w: EO I, t. VII, nr 349.

Tego też Pan dokonał w 1841 roku!

     ⇒ 3 lutego

GORĄCO PRAGNĄ, ABY ZOSTALI UZNANI ZA GODNYCH PRZYJĘCIA DO NOWICJATU, GDY UKOŃCZĄ NAUKĘ.

 

Eugeniusz pisze do ojca Mille o śmierci oblata i zauważa potrzebę, aby go zastąpić nowymi kandydatami: 

 

Niebo się zaludnia naszymi ludźmi. Jeśli jest to myśl pocieszająca widzieć wszystkich, którzy zostali nam zabrani, jak umierają przeznaczeni, nie można nie martwić się, patrząc, jak nasze szeregi się przerzedzają… osiągnęli chwałę jako nagrodę obiecaną tym, którzy wytrwają aż do końca. 

 

Aby zapełnić szeregi, Eugeniusz właśnie zdecydował się na otwarcie kolejnego oblackiego nowicjatu. Był to długi proces rozeznania i formacji. Eugeniusz powiadamia młodego ojca Mille: 

 

Mała kolonia z Lumières daje nadzieję, ale trzeba będzie żyć dłużej, niż mogę liczyć, by cieszyć się wynikami z dobra, które jeszcze jest tak zieloną trawą. Ojciec jest dość młody, aby widzieć formujący się kłos dochodzący do dojrzałości i by z niego zebrać plony w radości; co do mnie, to wydaje się, że jestem przeznaczony, by siać we łzach. Jeśli taka jest wola Boża, godzę się na to.

 

List do Jeana Baptiste Mille’a, 16.04.1841, w: EO I, t. IX, nr 728. 

 

W swoim dzienniku o otwartym, jakbyśmy to dziś określili prenowicjacie, Eugeniusz napisał: 

 

To było potrzebne także ze względu na studentów; postanowiliśmy ich przyjąć, by w ten sposób zdobyć kandydatów do naszego nowicjatu, który całkowicie się wyludnił. Próba, jaką w tym roku podjęliśmy, daje nadzieję, ponieważ wszyscy młodzi zamieszkujący dom studencki odznaczają się dobrym duchem i gorąco pragną, by uznano ich za godnych do przyjęcia do nowicjatu, gdy ukończą naukę. 

By zapewnić im wykształcenie, posłaliśmy do tego domu naszych młodych oblatów, zarówno, którzy już ukończyli teologię, jak i tych, którzy kontynuują studia. Zdobywając sami wiedzę, będą mogli pomagać w nauce innym i własnym przykładem utwierdzać ich w powołaniu4. Ci nasi ojcowie, którzy odwiedzili ten dom, byli zachwyceni panującą tam atmosferą. Prośmy Boga, aby domowi temu udzielał coraz to więcej łask z nieba.

 

Dziennik, 12.05.1841, w: EO I, t. XX.

     ⇒ 2 lutego


 NIEBO SIĘ ZALUDNIA NASZYMI LUDŹMI

 

Wielki Tydzień i święta, opieka nad naszymi chorymi, troska o nich w niebezpieczeństwie, zmartwienie po ich stracie, wszystko zbiegło się, mój drogi o. Mille, na odłożenie napisania do ojca… Obawiam się, że zaniedbano na Kalwarii zawiadomić was o błogosławionej śmierci naszego świętego o. Parisa. Zerwał on swoje więzy w noc zmartwychwstania, po okrutnych i bardzo przedłużających się cierpieniach.

 

Ojciec Henri Paris był kapłanem-oblatem przez 13 lat, wykładał prowadzonym przez oblatów wyższym seminarium w Marsylii, którego rektorem był ojciec Tempier. Pomimo że protestował, że Eugeniusz nie przysłał go, aby dołączył do kadry wykładowców, wykładał Pismo Święte i teologię. W tym samym czasie w Marsylii założył Zgromadzenie Ofiar Najświętszego Serca Jezusa. Po jego śmierci to zgromadzenie przetrwało tylko kilka lat. (Voir https://www.omiworld.org/fr/lemma/paris-balthasar-joseph-henri-fr/Jak zawsze, gdy umierał oblat, Eugeniusz jest przekonany, że jego oddanie doprowadziło go do wiecznego odpoczynku

 

Niebo się zaludnia naszymi ludźmi. Jeśli jest to myśl pocieszająca widzieć wszystkich, którzy zostali nam zabrani, jak umierają przeznaczeni, nie można nie martwić się, patrząc, jak nasze szeregi się przerzedzają… osiągnęli chwałę jako nagrodę obiecaną tym, którzy wytrwają aż do końca. 

 

List do Jeana Baptiste Mille’a, 16.04.1841, w: EO I, t. IX, nr 728. 

 

Kiedy wspominamy naszych drogich zmarłych, pamiętajmy o słowach: Niebo się zaludnia naszymi ludźmi