Spotkanie ze świętym Eugeniuszem - rozważania
Wstęp

Życie świętego Eugeniusza de Mazenoda przypadło na trudne czasy w po rewolucyjnej Francji. Zostały zniszczone nie tylko różne warstwy społeczne, ale również zostało przez rewolucjonistów zniszczone życie religijne. Eugeniusz dobrze wiedział, że zadaniem kapłanów będzie odbudowa katolickiej Francji. Zebrał kilku gorliwych kapłanów, którzy z poświęceniem oddali się głoszeniu Ewangelii. Dlatego warto także dziś, w tych  trudnych czasach sięgać do dziedzictwa tego wspaniałego świętego, który przemawia do nas z cała mocą wołając o głoszenie Ewangelii ubogim, którzy dali się zwieść ideologiom. Nasi ubodzy w Luksemburgu, to zasadniczo nie biedni materialnie, ale to często dyrektorzy banków i firm, to dobrze uposażeni pracownicy UE, dla których pieniądz często stał się bogiem. I choć jest to środowisko bardzo trudne, to nie zwalnia nas, aby im również głosić Ewangelię. Dlatego chcemy Was zachęcić, aby oprócz co miesięcznych spotkań z Eugeniuszem w Głosie z Luksmeburga, także przez codzienne rozważania czerpać siły i wzrost duchowy własnej wiary. 25 lat od kanonizacji św. Eugeniusza pokazuje, że Jego przesłanie jest nadal aktualne, a jako duchowi synowie chcemy się nim dzielić także z Wami. Rozważania przygotowuje o. Frank Santucci OMI, a tłumaczy je o. Roman Tyczyński OMI. Jak dodaje o. Santucci refleksje powstają w atmosferze modlitwy w obecności ikony świętego Eugeniusza. Codziennie rano Eugeniusz spogląda na mnie i na Was oraz przypomina nam, że życie ucznia świętego Eugeniusza polega na codziennym przyjęciu krzyża, który jest dla nas Dobrą Nowiną. Niech Bóg obficie błogosławi naszej codziennej wędrówce ze świętym Eugeniuszem.

⇒ 5 maja

SZCZĘŚCIE, KTÓRE ODCZUWALIŚMY, STANOWIĄĆ CZĄSTKĘ KOŚCIOŁA KATOLICKIEGO, KTÓRY BOGA MA ZA OJCA A WSZYSTKICH ODRODZONYCH LUDZI ZA BRACI.

 

W jedności z cierpiącymi katolikami z Hiszpanii, jak zauważyliśmy w poprzedniej medytacji, Eugeniusz napisał list pasterski do diecezjan: 

 

Tak, nasi bardzo drodzy Bracia, nie jest wam dane, aby bez bolesnej uwagi zobaczyć kwitnącą niegdyś cząstkę chrześcijaństwa, która w porządku duchowym jest gwałtownie odrywana od swych starożytnych fundamentów, aby odtąd żyć w oddzieleniu od Bożego Kościoła. Jakże nie odczuwać trwogi wobec tego rozłamu, który dokonał się w imię doczesnej władzy, przypisującej sobie prawo, aby niczym oddzielający mur wyróść pomiędzy biskupami a Wikariuszem Jezusa Chrystusa, pomiędzy wiernymi a tym, który jest ich wspólnym ojcem? … Nie ma prawa przeciwko prawu Bożemu, nie ma żadnej ustanowionej władzy przeciwko boskiej konstytucji Kościoła (List pasterski do diecezjan, cyt. za A. Rey).

 

W tej intencji zorganizował czuwanie modlitewne w Marsylii: 

 

Pierwsza stacja jubileuszu [w intencji Kościoła w Hiszpanii] w katedrze. Kościół okazał się o wiele za mały: dwie godziny przed wyznaczona porą wypełnione zostały trzy nawy i wszystkie kaplice. Na to święte ćwiczenie przyszły tłumy. Trzeba było zamknąć drzwi. Wspaniałym widokiem było to piękne spotkanie, w którym uczestniczył pierwszy pasterz otoczony swoim duchowieństwem i tłumem wiernych, aby uroczyście błagać Pana w intencji części wielkiej rodziny chrześcijańskiej zagrożonej w wierze. Zaintonowałem Veni Creator, który śpiewały tysiące głosów pobudzonych tak jak ja żywym uczuciem braterskiej miłości, synowskiego zaufania, niewypowiedzianej i pewnej wewnętrznej radości. Ta radość dosięgała wielkiej wspólnoty świętych, których namacalnej obecności nie można było nie odczuć, szczęścia, bowiem czuliśmy się częścią Kościoła katolickiego, którego Ojcem jest Bóg, a wszyscy ludzie zostali odrodzeni jako bracia.

 

Dziennik, 19.04.1842w: EO I, t. XXI.

Kolejne rozważania po 10 maja

⇒ 4 maja

PRZYBYWAJĄ, ABY U NAS SZUKAĆ SCHRONIENIA I POMOCY, KTÓRYCH DOMAGAJĄ SIĘ ICH CIERPIENIA. 

 

Kiedy w 1840 roku Eugeniusz do kapłanów swojej diecezji pisał o wojnie domowej w Hiszpanii powiadomił ich także o cierpieniach ich współbraci kapłanów, którzy w wyniku prześladowań udali się na wygnanie:  

 

Od wielu lat rozruchy, których sceną jest Hiszpania, w nasze mury sprowadza wielu kapłanów z tego narodu. Zmuszeni, aby uciekać przed antykatolickim prześladowaniem, które wiąże się z ich wiernością prawdziwym zasadom Kościoła, przybywają, aby u nas szukać schronienia i pomocy, których domagają się ich cierpienia. Mogliście zauważyć, że są to najczęściej mężczyźni, którzy poza ich stanowiskiem i świętym charakterem także z powodu osobistych zalet są godni zainteresowania, jakie jesteśmy im winni.

Ani wy, ani ja aż do chwili obecnej nie zapomnieliśmy, aby im okazać tę troskę, która skutecznie odpowiada obowiązkom miłosiernej gościnności. Ale codziennie jest ich coraz więcej w naszym mieście, aby nasze osobiste dochody mogły wystarczyć na zaspokojenie wszystkich ich potrzeb. Nadeszła chwila, kiedy w imię wiary prześladowanej w osobach tych przewielebnych wygnańców trzeba, abyśmy skierowali apel do wiernych o miłosierdzie(Études Oblates, t. 19, 1960). 

⇒ 3 maja

TYM BARDZIEJ WYRAŻĘ MÓJ STRACH PRZED SCHIZMĄ, W JAKĄ CHCE SIĘ WEPCHNĄĆ UBOGI KOŚCIÓŁ HISZPANII. 

 

Biskup de Mazenod, mając serce wielkie jak świat, nie ograniczał misjonarskiej gorliwości do tych, których wysłał poza granice Francji. Łączył się z Kościołem na całym świecie, zwłaszcza tam, gdzie doświadczał on cierpienia. Jako biskup Marsylii uwrażliwił swoją diecezję na tę kwestie i swoich diecezjan zaangażował do udziału w zbiórce różnych podstawowych artykułów. Zobaczmy przykład z Kościołem w Hiszpanii. W dzienniku Eugeniusz napisał: 

 

List od księdza arcybiskupa z Paryża. Uprzedza mnie, że minister oburzył się na publikację listu pasterskiego o odpuście.

 

Lamirande podaje nam następujące informacje na ten temat: Doświadczenia, jakich doznał Kościół Hiszpanii około 1840 roku zupełnie naturalnie przyciągają uwagę biskupa de Mazenoda. Źródłem problemów był konflikt polityczny pomiędzy regentką Marią Krystyną a pretendentem do tronu Don Carlosem. Rzym, który ciągle utrzymywał stosunki dyplomatyczne z Madrytem, odmawiał uznania regentki. Stąd wynikały zawiłe kłopoty związane z nominacjami biskupimi. Zwolennicy Krystyny posuwali się do wielu represji przeciwko karlistom: aresztowania biskupów, kapłanów i mnichów, likwidacja uposażenia dla duchownych, niezgodne z prawem kanonicznym nominacje administratorów na wakujących stolicach biskupich. Grzegorz XVI powiadomił o tych zamachach w przemówieniu podczas konsystorza 1 lutego 1840 roku. Rząd Hiszpanii zripostował. Ojciec Święty, w 1842 roku udzielił odpowiedzi wydając encyklikę nakazującą obchody roku jubileuszowego w intencji Kościoła w Hiszpanii (Études Oblates choisies et autres Textes, s. 313)

 

Rząd francuski popierał schizmę regentki Krystyny i występował przeciwko biskupom francuskim, którzy byli przychylni wobec roku jubileuszowego. Reakcja Eugeniusza jest dowodem braku jakiegokolwiek lęku. List paserski rozesłał po całej swojej diecezji: 

 

Mimo wszystko nie będę się obawiał pokazania, że myślą i wolą jestem zjednoczony z Głową Kościoła. Tym bardziej wyrażę mój strach przez schizmą, w jaką chce się wepchnąć ubogi Kościół Hiszpanii.

 

Dziennik, 26.03.1842w: EO I, t. XXI. 

⇒ 30 kwietnia

PIERWSZY OBLAT KANADYJCZYK

 

W liście do biskupa Montrealu Eugeniusz mówi także o oblatach: 

 

Z niecierpliwością oczekuję na kilka wiadomości o pierwszej misji, którą nasi ojcowie przeprowadzili w parafii, w której Ksiądz Biskup ich umieścił… Ojciec Honorat doniósł mi o błogosławieństwach, jakie dobry Bóg zesłał na rekolekcje, które przeprowadził z tym czarującym kapłanem, który przyłączył się do jego prac i który wyraża wolę wstąpienia do Zgromadzenia. 

 

Eugeniusz mówi o ojcu Damase Dandurandzie, Kanadyjczyku i księdzu diecezjalnym, który do tego stopni był oczarowany misjonarską gorliwością nowoprzybyłych oblatów, że poprosił, aby móc zostać jednym z nich. 

 

Niech będzie po tysiąckroć błogosławiona ta pierwsza latorośl drzewa przesadzonego na tak dobrą ziemię przez takiego właściciela Winnicy, jakim jest Ksiądz Biskup. Z głębi serca modlę się do Ojca rodziny, aby rozmnożył ten rodzaj i żeby przykład tego pierworodnego był wkrótce naśladowany przez wielką liczbę innych. 

 

List do biskupa Montrealu Bourgeta, 13.04.1842, w: EO I, t. 1,  nr 11.

 

2 grudnia 1841 roku, w chwili przyjazdu oblatów z Francji, o których u Założyciela postarał się biskup Bourget, pracujący w kurii biskupiej w Montrealu Dandurand niebawem zamierza przyłączyć się do nich i 24 grudnia, najprawdopodobniej w Saint-Hilaire rozpoczyna nowicjat, a oblacje składa na Boże Narodzenie następnego roku w Longueuil. Biskup de Mazenod cieszył się, że w osobie tego ojca znalazł pierwociny tego dobrego kraju Kanady. Począwszy od 1842 roku uczestniczy w wielu misjach I rekolekcjach w diecezji Montreal. Szczególnie cenią go mówiący po angielsku katolicy. E. Lamirande, zob. https://www.omiworld.org/fr/?s=dandurand

 

W ten sposób rozpoczęła się długa i owocna posługa, którą zakończy śmierć w podeszłym wieku 102 lat. 

Kolejne rozważanie 3 maja

⇒ 29 kwietnia

POŚWIĘCENIE SIĘ MISJOM POPRZEDZA OSOBISTE PREFERENCJE.

 

Święty Eugeniusz napisał do biskupa z Montrealu, aby podziękować mu za serdeczne i braterskie przyjęcie zgotowane niedawno przybyłym oblatom. 

 

Ich listy świadczą, że umieją docenić uczucia, jakimi darzy ich Ksiądz Biskup, i że w zamian za to są najbardziej oddanymi i najbardziej życzliwymi kapłanami Księdza Biskupa w stosunku do Jego świątobliwej osoby. 

 

Przyjęcie zgotowane oblatom pomogło im spokojnie się urządzić. Eugeniusz szczególnie martwił się o ojca Honorata, superiora wspólnoty, który na tę misję zgodził się nie z własnego wyboru, ale z posłuszeństwa Eugeniuszowi. 

 

Wydaje się, jakby opieka i dobroć, którymi Ksiądz Biskup ich zaszczyca, wszystko im zastępowały, bo o. Honorat niczego nie uważa za przykre lub trudne. Jedynie klimat, tak odmienny od naszego, mu nie odpowiada. Można by powiedzieć, że nie uczynili żadnej ofiary, opuszczając swój kraj, a przecież ten dobry o. Honorat nie okazywał takiej samej jak inni chęci wyjazdu na dalekie misje i chociaż nie wyrażał żadnego sprzeciwu, sądzę, że poświęcił się tylko z posłuszeństwa, w sposób zdumiewająco nadprzyrodzony, ponieważ rozumiał, że takie było życzenie jego przełożonego. Jest to rzeczywiście mąż wybitnie cnotliwy. Chciałby, żebym dodał jeszcze do małej ekipy dwóch misjonarzy. Niczego bardziej nie pragnąłbym, jeśli tego wymaga chwała boża i większe dobro dusz 

 

List do biskupa Montrealu Bourgeta, 13.04.1842, w: EO I, t. 1, nr 11.

 

Ojciec Honorat, poświęcając swój osobisty wybór dla chwały Bożej i zbawienia dusz, pokazał piękno swojego mocnego charakteru i wielką misjonarską gorliwość. Dzisiaj jest dla nas przykładem, zwłaszcza, gdy otacza nas relatywizm i najpierw chcemy zadbać o siebie. 

 

⇒ 28 kwietnia

JEŚLI OJCIEC ODEJDZIE OD TEJ REGUŁY MĄDROŚCI, WKRÓTCE STANIE SIĘ OJCIEC ZWIETRZAŁĄ SOLĄ.

 

Na podstawie naszego ostatniego rozważania widzimy, jak Eugeniusz poleca ojcu Dassy, aby nie dał się porwać swojej gorliwości do archeologii. Ta myśl poucza nas, abyśmy nie zatracili się w społeczeństwie o wielu obliczach: Czy pewne zajęcia nie oddalają nas zbyt bardzo od naszego celu, dla którego powinniśmy poświęcić całą naszą energię i czas? 

 

Wydawało mi się, że było to już dużo być korespondentem itd., a oto dzisiaj mówi mi ojciec o komisji, której ojciec byłby członkiem. To właśnie tutaj trzeba zastosować uwagi, które właśnie ojcu robię. Ostatecznie nie sprzeciwiam się absolutnie temu, aby ojciec zgodził się należeć do tej komisji z motywów, które przytoczyłem, ale polecam ojcu bardzo wyraźnie, żeby nie stał się główną sprężyną tej komisji i żeby nie troszczył się bardziej niż inni o jej dobre funkcjonowanie. Przeciwnie, zależy mi, żeby z racji obowiązków, które ojciec ma wypełniać i z których nie mogę ojca zwolnić, trzymał się ojciec na uboczu i żeby był tam raczej do porady niż do działania. Jeśli ojciec odejdzie od tej reguły mądrości, to mówię ojcu, że wkrótce stanie się solą zwietrzałą quod si sal eyanuerit; nie kończę, do ojca należy poważna medytacja nad tym tekstem, by się uchronić przed straszliwymi skutkami, których wszyscy musimy się obawiać. A zatem, nawet trzymając się w granicach, które ojcu wskazałem, jeśli ojciec spostrzeże, że ojca pobożność na tym cierpi, że ojca gorliwość o zbawienie dusz stygnie, że ojciec doznaje jakiegoś wstrętu do wielkiej posługi właściwej i różniącej się od ojca powołania, to niech ojciec zostawi wszystkie książki naukowe i pogrąży się, jak nigdy dotąd, w jedynym studium właściwie niezbędnym, w którym jesteśmy pewni, że nie spotkamy ani błędu, ani rozczarowania.

Żegnam, moje drogie dziecko, mówiłem do ojca jako ojciec, superior i biskup. Pozostaje mi tylko uściskać ojca i ojca pobłogosławić.

 

List do ojca Louisa Dassy, 29.03.1842, w: EO I, t. IX, nr 759.

 

⇒ 27 kwietnia

JEŚLI OJCIEC CZUJE, IŻ POGODZI OBOWIĄZKI SWEGO NOWEGO ZAJĘCIA Z OBOWIĄZKAMI SWOJEGO POWOŁANIA. 

 

W ostatnim rozważaniu mogliśmy zobaczyć, jak utalentowany ojciec Louis Dassy został wciągnięty w badania archeologiczne. Był zadowolony, gdyż środowiska akademickie uznają jego kompetencje. 

 

Proszę nie myśleć, moje drogie dziecko, że cieszę się z tego zaszczytu ani że się przekonuję, iż może z tego wyniknąć choćby minimalna chwała czy korzyść dla Zgromadzenia. Powiem więcej, gdybym ojca znał mniej z działalności i umiejętności pracy, uważałbym to zdarzenie za bardzo przykre, ponieważ oderwałoby ojca od głównej posługi, od tego, co jest istotnie właściwe ojca powołaniu i czego ojciec nie mógłby zaniedbać bez uchybienia swoim obowiązkom i obrazy Boga. Wnioskuję więc, że jeśli ojciec czuje, iż pogodzi obowiązki swego nowego zajęcia z obowiązkami swojego powołania, że poszukiwania, które ojciec będzie w takim razie robił, posłużą ojcu raczej jako odprężenie niż jako praca niedająca się pogodzić z misjami, rekolekcjami i studiami, jakich ta posługa wymaga. W takim przypadku upoważniam ojca do odpowiedzi na zaufanie, które ojcu okazano. Ale, moje dziecko, zważ dobrze, że ojciec pragnął przede wszystkim uświęcić się, postępując w doskonałości. Ojciec odda się z zapałem studiom archeologicznym, które będą wymagać starań, zebrań i dużo czasu. Niech ojciec rozważy to wszystko w sanktuarium i pomedytuje nad quid prodest itd. (Z łaciny: jaką korzyść, Mt 16, 26: Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł?

 

List do ojca Louisa Dassy, 29.03.1842, w: EO I, t. IX, nr 759. 

⇒ 26 kwietnia

W TYM WSZYSTKIM NIE WIDZĘ CHWAŁY ZGROMADZENIA. 

 

Młody ojciec Louis Toussaint Dassy był bardzo utalentowany i odznaczał się wielką gorliwością. 19 marca napisał do Eugeniusza, aby złożyć mu życzenia. Napisał także, że komitet sztuki z Paryża zatrudnił go jako korespondenta w biurze odkryć archeologicznych oraz że biskup z Grenoble zechciał zasugerować jego nazwisko, aby zasiadać w komisji odpowiedzialnej za klasyfikację zabytków, najpiękniejszych budowli i wszystkich kwestii związanych z religią, czyli z historią Kościoła, sztuką i literaturą chrześcijańską. 

Eugeniusz w swoim Dzienniku zamieścił następujący komentarz:

 

W tym liście wyraża najlepsze uczucia przywiązania do mojej osoby i Zgromadzenia. Następnie przechodzi do swojej ulubionej myśli – do nauki i archeologii itd. Minister edukacji narodowej, aby dodać mu odwagi w jego poszukiwaniach, wysłał mu wspaniałe dzieło: Les éléments de paléographie. Został mianowany wysłannikiem swojego ministra do spraw prac historycznych. Widzi w tym szczęśliwe owoce dla chwały naszego świętego zgromadzenia, „niemniej nie zobaczy mnie ksiądz biskup, że pracuję z powodu innego motywu. Mój duch, moje serce, mój czas i moje życie dla Zgromadzenia”. 

Cóż odpowiedzieć człowiekowi, który wyraża tak piękne uczucia? Z pewnością jestem daleki, aby myśleć tak jak on. W tym wszystkim nie widzę żadnej chwały dla Zgromadzenia, ale ojciec Dassy potrzebuje jakiegoś zajęcia; to już lepsze niż jakieś inne

 

Dziennik, 28.03.1842w: EO I, t. XXI. 

⇒ 23 kwietnia

NIE WYOBRAŻACIE SOBIE SZCZĘŚCIA, JAKIEGO DOZNAJĘ, KIEDY DOWIADUJĘ SIĘ O JEDNOŚCI I SERDECZNOŚCI, KTÓRA PANUJE WŚRÓD WAS.

 

Najgłębszym pragnieniem ojca każdej wspólnoty misjonarskiej jest, aby wszyscy członkowie żyli w duchu jedności. Gdy czytamy o jego radości z ducha w oblackiej wspólnocie z Vico na Korsyce, pamiętamy ostatnie słowa Założyciela: Zachowujcie między sobą, miłość, miłość, miłość

 

Żyjcie szczęśliwi, moje drogie dzieci, w waszej cennej wspólnocie. Nie potrafilibyście uwierzyć w szczęście, jakiego doznaję, dowiadując się zjednoczeniu i serdeczności, która panuje wśród was. Ach!, jak mój duch jest wśród tej tak drogiej cząstki mojej rodziny! Jesteście moją pociechą moją radością, niech Pan wypełnia was swoimi błogosławieństwami. Przyciskam was wszystkich do serca. 

 

List do ojca Etienna Semerii, 27.12.1841, EO I, t. IX, nr 755.

Kolejne rozważanie w poniedziałek 26 kwietnia. 

⇒ 22 kwietnia

PRZYJDZIE CZAS, W KTÓRYM WYOBRAŹNIA OSŁABNIE, A WTEDY BĘDZIE ZADOWOLONY, ŻE ZNAJDZIE W SWOICH ZESZYTACH NATCHNIENIE SWOICH MŁODZIEŃCZYCH LAT. 

 

Na pierwszym miejscu oblaci byli głosicielami Ewangelii, co pociągało za sobą posiadanie dobrze przygotowanych kazań. Pisząc do pierwszej wspólnoty Eugeniusz zwraca uwagę na wage dobrego przygotowania. 

 

Niech najmłodszy z was zabierze się do napisania pewnej liczby kazań. Nakazuję ojcu tego od niego wymagać.

 

Ojciec Telmon, który był utalentowanym i kreatywnym kaznodzieją, mógłby być mentorem dla najmłodszych oblatów.  

 

Ojciec Telmon będzie tak uprzejmy, że pomoże w napisaniu tych kazań i je poprawi. Jest to obowiązek wynikający zarówno z miłości, jak i z posłuszeństwa. Dobrze zrobi, jeżeli on sam powiększy swój kapitał na własnym rachunku. Niech pomyśli o tym, że przyjdzie czas, w którym wyobraźnia osłabnie, a wtedy będzie zadowolony, że znajdzie w swoich zeszytach natchnienie swoich młodzieńczych lat. Zawsze błagałem go, aby otrzymać tę jego pracę.

 

Realistyczne ostrzeżenie Eugeniusza odnosi się do całej wspólnoty: 

 

 Nie inaczej postępuje się we wszystkich stowarzyszeniach, których członkowie przynoszą najwięcej zaszczytu swemu zgromadzeniu. To samo polecam o. Baudrandowi. Dopiero wtedy się uspokoję, gdy zobaczę, że wszyscy nasi misjonarze, którzy powinni głosić Słowo Boże, mają komplet kazań i pouczeń na rekolekcje i na misje. Proszę trzymać rękę na tym zasadniczym punkcie w sukcesie waszego posługiwania.

 

Podobnie jak w Prowansji, głoszenie kazań wymagało znajomości miejscowego języka. W Kanadzie oblaci z Francji musieli się nauczyć angielskiego:

 

… jeśli ojciec widzi w tym zbyt dużo trudności u siebie z powodu swego podeszłego wieku, to sprawa będzie łatwiejsza dla młodszych, takich jak oo. Baudrand i Lagier; jeśli idzie o Telmona, to znał on już trochę ten język; dla niego przy jego zdolności będzie to zabawką. Nie zaniedbujcie tej bardzo ważnej sprawy w waszej sytuacji.

 

List do o. Jeana Baptiste Honorata, 26.03.1842, w: EO I, t. I, nr 10.

 

Każdy członek mazenodowskiej rodziny ma swoje talenty, które otrzymał od Boga i ku wzbogaceniu wspólnoty. Z jakim nastawieniem dzielimy się i rozwijamy nasze talenty dla dobra innych? 

⇒ 21 kwietnia

NIE ANGAŻUJCIE SIĘ W PRACĘ PONAD WASZE SIŁY. 

 

Znając gorliwość oraz wspaniałomyślność pierwszej grupy oblatów w Kanadzie Eugeniusz zachęca ich do równowagi: 

 

Nie angażujcie się ponad wasze siły w pracy, którą będziecie wkrótce przeciążeni. Nigdy nie należy chcieć robić więcej, niż Bóg pozwala. Wszystko układajcie mądrze, ale przede wszystkim zawsze rezerwujcie sobie czas na studium i na osobiste uświęcenie w zaciszu swego domu. To jest obowiązkowe. 

 

List do o. Jeana Baptiste Honorata, 26.03.1842, w: EO I, t. I, nr 10.

 

Każdy powinien być bożym mężem, który pogłębia relację z Bogiem, jest to bowiem konieczne, aby odnieść sukces w posłudze misji. To zaproszenie do przerwy i zbadania naszej równowagi w świecie, który oszalał na punkcie pracoholizmu.

⇒ 20 kwietnia

BĄDŹCIE TAKIMI, JAKIMI POWINNIŚCIE BYĆ. 

 

Spodziewam się, a nawet jestem pewny, że wśród naszych nie ma nikogo, kto nie byłby przejęty doniosłością i wielkością waszej misji. 

 

Pisząc do ojca Honorata, superiora pierwszej oblackiej wspólnoty poza Francją, Eugeniusz przypomina mu o wadze misji. Jeśli ich posługa w Kanadzie jest uwieńczona sukcesem, mają zapewnioną przyszłość. Jeśli pierwsza wspólnota ponosi porażki, byłoby to ze szkodą dla wszystkich przyszłych misjonarskich wysiłków. Oczy kościoła kanadyjskiego były zwrócone w stronę tej wspólnoty. Sekret powodzenia tkwił w życiu duchowym i wspólnotowym, czyli w sposobie przeżywania swojej oblacji. 

 

Jesteście takimi, jakimi powinniście być, to znaczy naprawdę dobrymi zakonnikami, wzorowymi w całym waszym postępowaniu, doskonale zjednoczonymi, mającymi tylko jedno serce i tylko jedną duszę, działającymi w tym samym duchu w przepisowej zależności, która was ukazuje wszystkim oczom jako mężów żyjących zgodnie z dyscypliną swojej Reguły w posłuszeństwie i miłości, poświęcającymi się wszystkim dziełom żarliwości zgodnie z tym posłuszeństwem, a nie inaczej, nigdy nieszukającymi samych siebie i chcącymi tylko tego, co się wiąże z chwałą Boga i służbą Kościołowi. 

 

List do o. Jeana Baptiste Honorata, 26.03.1842, w: EO I, t. I, nr 10.

 

Jako członkowie mazenodowskiej rodziny bądźcie takimi, jakimi powinniście być, żyjąc w codziennych doświadczeniach wynikających z naszego stanu życia duchem oblacji Jezusa. Na mocy chrztu jesteśmy uczniami, pomagajmy sobie wzajemnie, aby być tym, kim powinniśmy być.

⇒ 19 kwietnia

ETAPY ŻYCIA

 

Eugeniusz miał nastrój, aby w dzienniku wspominać poszczególne etapy swojego życia. Z nieznanego nam powodu zdecydował się sporządzić listę rocznic. Jej lektura być może inspiruje nas, aby uczynić to samo, aby z modlitwą wdzięczności świętować każdy z etapów naszego życia. 

 

Godne zapamiętania dni, których rocznice powinienem obchodzić: 1 sierpnia 1872 moje urodziny, 2 sierpnia 1782 mój chrzest. Pierwszą Komunię Święta przyjąłem w Wielki Czwartek, bierzmowanie otrzymałem z rąk kardynała Costy , arcybiskupa Turynu w dzień Trójcy Przenajświętszej, ale nie jestem pewien, czy było to w 1792, czy w 1793 roku. W pierwszym domyśle Wielki Czwartek przypadałby 5 kwietnia, a uroczystość Trójcy Świętej 3 czerwca; w drugim byłby to 28 marca i 26 maja. 4 listopada 1808 otrzymałem sutannę, 27 grudnia 1808 z rąk biskupa André , byłego biskupa Quimper, otrzymałem tonsurę. 27 maja 1809 z rąk jego ekscelencji księdza kardynała Fescha  otrzymałem święcenia niższe; 23 grudnia 1809 przez byłego biskupa Quimper André zostałem wyświęcony na subdiakona; 16 grudnia 1810 przez kardynała Fescha zostałem wyświęcony na diakona; 21 grudnia 1811 w Amiens zostałem wyświęcony na kapłana przez biskupa Amiens Demandolxa . Kardynał Mattei , który miał mnie wyświęcić, przebywał na wygnaniu, a ja nie chciałem przyjąć święceń kapłańskich z rąk księdza kardynała Maury’ego , ówczesnego administratora diecezji paryskiej. 1 listopada 1818 złożyłem moją oblację w Zgromadzeniu i 14 października 1832 przyjąłem święcenia biskupie z rąk jego eminencji księdza kardynała Odescalchiego i księży arcybiskupów Chalcedonu i Ravenny, późniejszych kardynałów Frezzy i Falconieriego. 2 października 1837 zostałem przeniesiony na stolicę biskupią w Marsylii. Do wyznaczenia pozostaje dzień mojej śmierci, której rocznicę będą obchodzić inni, nad którymi już zawczasu wzywam bożego miłosierdzia. 

 

Dziennik, 14.03.1842, w: EO I, t. XXI.

 

Także my obchodzimy ważne momenty naszego życia. 

⇒ 16 kwietnia

 

WIELKI PIĄTEK: NIECH SIĘ STANIE JEGO ŚWIĘTA WOLA, NAWET GDYBY TO NAS MIAŁO KOSZTOWAĆ ŻYCIE! 

 

Niech się stanie jego święta wola, nawet gdyby to nas miało kosztować życie! 

 

W dzienniku Eugeniusz ukazuje swoje cierpienie w łączności z cierpieniem Jezusa na krzyżu. 

 

Wielki Piątek. Już dawno nieuleczalna choroba mojego umiłowanego Louisa przybiła mnie do krzyża, dzisiaj musiałem tam wyzionąć ducha wraz z Bożym Barankiem, który za nas oddał się w ofierze. Podczas gdy wyszedłem na chwilę, aby udzielić sakramentu bierzmowania pewnemu umierającemu, do kurii wszedł pan de Boisgelin; jego obecność wystarczyła, aby mnie powiadomić o rozdzierającej informacji, której od dawna się spodziewaliśmy. Był wczoraj przy swoim synu, gdy ten Stwórcy oddał swoja piękną duszę. To w tej samej godzinie, kiedy byłem tutaj przy ołtarzu, składając za niego Najświętsza Ofiarę, niestety!, już nie o uzdrowienie jego ciała, ale o najdoskonalsze uświęcenie jego duszy. 

Tak więc w niebie jest ten, który był naszą pociechą na ziemi. Straciliśmy tyle talentów, tyle cnót, tak dobry charakter. Zmarł jeden z najpiękniejszych kwiatów w naszej koronie, zniknęła cząstka naszego bytu; bo czyż nie żyjemy w przedmiotach naszej czułości? 

 Moje biedne serce, połóż kres wszelkim myślom narzekania; tylko Bóg jest Panem swoich stworzeń; On nimi kieruje według przenajświętszej i godnej miłości woli. Ach! Tak, niech się stanie jego święta wola, nawet gdyby to nas miało kosztować życie! 

 

Dziennik, 25.03.1842, w: EO I, t. XXI.

⇒ 15 kwietnia

 

ZA TRZY DNI JEZUS MIAŁ ZMARTWYCHWSTAĆ… NASZ BÓL BĘDZIE TRWAŁ TAK DŁUGO JAK NASZE NĘDZNE ŻYCIE!

 

Eugeniusz opisuje ostatnią wizytę u umierającego siostrzeńca: 

 

Nie mogąc przedłużyć mojego pobytu w Awinionie, musiałem rozstać się z Louisem ze smutnym i pozbawionym nadziei sercem, że zobaczę go zdrowego. To błogosławione dziecko przez kilka chwil chciało porozmawiać ze mną na osobności; aby mi powiedzieć o swoim ojcu i jego bracie. Jakże był wzruszający w tym, co mi powiedział; nigdy nie słyszałem, jak mówił w ten sposób!

Niech jako zadośćuczynienie za moje grzechy Pan raczy przyjąć wszystkie okrutne cierpienia, które znoszę z powodu wszystkich drogich obiektów mojej czułości. Któż może wypowiedzieć, jak cierpiałem podczas tej rozmowy, w czasie której to błogosławione dziecko zachowywało spokój i anielski pokój, który go nie opuszcza. Gdy chodzi o mnie, quotidie morior , to słuszna prawda w całym tego słowa znaczeniu. 

Być może uścisnąłem go po raz ostatni, błogosławię go i wyrwałem się, zadając sobie największy gwałt, że najprawdopodobniej już nigdy go nie zobaczę. Moja siostra zrobiła tak samo i z taką samą siłą duszy, w swoim sercu kumulując cały swój smutek, aby delikatnie potraktować wrażliwość jej syna, który opanowywał swoje uczucia, tak samo jak my wewnętrznie składał Bogu swoją ofiarę i na zewnątrz nie pokazywał niczego, co działo się w jego duszy. Ach!, męko mojego Boga! Ach!, Najświętsza Maryjo Panno! Za trzy dni Jezus miał zmartwychwstać… Nasz ból będzie trwał tak długo jak nasze nędzne życie! Fiat voluntas tua! 

 

Dziennik, 08.02.1842, w: EO I, t. XXI    

⇒ 14 kwietnia

 

UWIELBIAM I PODDAJĘ SIĘ WYROKOM BOGA, GDY ON POWOŁUJE DO SIEBIE DUSZĘ MŁODZIEŃCA, KTÓRY DOJRZAŁ JUŻ DO NIEBA. 

 

Ludwik de Boisgelin, syn siostry Eugeniusza, przez cztery lata przygotowywał się do złożenia ślubów zakonnych u jezuitów. W 1841 roku, mając 26 lat, poważnie zachorował. Kiedy Eugeniusz się o tym dowiedział, napisał w swoim dzienniku: 

 

Uwielbiam i poddaję się wyrokom Boga, gdy powołuje On do siebie duszę młodzieńca, który dojrzał już do nieba.

 

Dziennik, 21.11.1841, w: EO I, t. XX.

 

Trzy miesiące później udał się do jezuickiej wspólnoty, aby pożegnać się z siostrzeńcem. 

 

Dni spędzone w Awinionie przy łóżku mojego świętego siostrzeńca. Kiedy przyjechałem, został zaopatrzony i pokój jego duszy nie został zmącony na wieść o jego bliskim końcu. Jego łagodność, poddanie, doskonały spokój, jaki zachował pośród cierpień, budziły podziw całej wspólnoty i lekarzy, którzy troszczyli się o niego z gorliwością godną ich zapału. 

Uznałem, że jego stan pozwoliłby przybyć na czas jego matce, aby go zobaczyć po raz ostatni. To pociecha i wyrzucałbym sobie, że jej nie sprawiłem tej dobrej, tak silnej, tak nieszczęśliwej i tak zrezygnowanej matce. Jej obecność była możliwa; ojcowie nie odmówili. 

Codziennie w pokoju mojego siostrzeńca odprawiałem mszę świętą, która dostarczała mu wiele szczęścia w jego opłakanym stanie. Biedne drogie dziecko! Wiedział o całym zagrożeniu i zamiast się skarżyć, dziękuje dobremu Bogu i z najdoskonalszym poddaniem się przyjmuje wszystkie swoje cierpienia.

 

Dziennik, 08.02.1842, w: EO I, t. XXI.     

⇒ 13 kwietnia

 

OGLĘDNIE SIĘ DO NIEGO ODNOISIŁEM – TO CIERPIENIE OFIARUJĘ PANU.

 

Delikatną kwestią dla Eugeniusza de Mazenoda, superiora oblatów, są relacje z niektórymi oblatami, zwłaszcza z tymi o trudnym charakterze oraz wrażliwości. Zwierza się w swoim dzienniku:

 

Kto mógłby domyślić się drażliwości tego ojca?  Ciągle narzeka, że nie okazuje mu się względów. Gdy chodzi o mnie, to uroczyście zapewniam, że jestem daleki od traktowania go w ten sposób, zawsze bardzo go kochałem i bardzo często zbyt oględnie się do niego odnosiłem, aby uniknąć zranienia go. Przyznając słuszność jego talentom, moje ojcowskie serce chciało jeszcze czegoś, aby cenić jego dobre cechy 

 

Eugeniusz szczerze się wypowiadając, widocznie zranił osobę, której chciał pomóc: pomimo zastrzeżeń, oględnie się do niego odnosiłem. Cierpienie z powodu oględności w wyniku czegoś, co należy powiedzieć lub skarcić, nie jest czymś nowym dla Eugeniusza ani dla każdego przełożonego. Mając świadomość boleści, Eugeniusz zawsze zwracał się do ukrzyżowanego Zbawiciela i zawsze polecał Mu swoje cierpienie. 

 

To cierpienie wraz z wieloma innymi tego rodzaju ofiaruję Panu.

 

Dziennik, 19.01.1842, w: EO I, t. XXI.

 

Trudno a czasem nawet ż boleśnie jest żyć z osobami, które powinny zmienić swe nastawienie lub zachowanie. Eugeniusz uczy nas, aby je przeżywać w obecności krzyża, zwłaszcza w obliczu cierpienia lub odrzucenia. 

     

⇒ 12 kwietnia

 

BOŻA PRZESTRZEŃ I CZAS

 

Eugeniusz napisał do mistrza nowicjuszów:

 

Widzę wielki brak w nieposiadaniu Najświętszego Sakramentu w zasięgu ojca nowicjuszy. U stóp Jezusa Chrystusa szliby oni rozpalać się. Nie wystarczy iść czerpać z tego źródła podczas godzin wspólnych ćwiczeń, trzeba by było, żeby każdy mógł iść za porywem swego serca, często udawać się przed Zbawcę i tam rozma­wiać kilka chwil niejednokrotnie w milczeniu rozmyślania. 

 

Nowicjusze nie mieli własnej kaplicy w domu, zatem Eugeniusz podsuwa pewną sugestię. 

 

Wiem, że w aktualnej sytuacji są wielkie trudności, nawet przeszkody, by iść szukać Najświętszego Sakramentu tam, gdzie się znajduje. Proszę wierzyć, że jest ojciec pozbawiony potężnego środka, by sprawić, żeby w ojca nowicjacie panowała żarliwość. Proszę to uzupełnić przynajmniej przez osobną kaplicę Świętej Dziewicy, gdzie można by pójść się skupić. Niech ojciec nie boi się poświęcić pokoju w tym celu

 

List do o. Josepha Vincensa, 03.12.1841, w: EO I, t. IX, nr 752.

 

Większość z nas nie ma kaplicy w zasięgu ręki, aby tam pójść i pomodlić się, ale każdy z nas może stworzyć sobie specjalną przestrzeń do modlitwy w pomieszczeniu, w którym mieszkamy. Ważne jest, aby mieć taką bożą przestrzeń, w której mogę spędzić nieco czasu z Bogiem, aby trwać przed Panem i przez kilka chwil, w cichej medytacji, porozmawiać z Nim.    

⇒ 9 kwietnia

 

WIELKANOC – ZAPROSZENIE, ABY ROZWIJAĆ W SOBIE UWAŻNE SERCE. 

 

A gdy rozmawiali o tym, On sam stanął pośród nich i rzekł do nich: «Pokój wam!»… Wtedy oświecił ich umysły, aby rozumieli Pisma, i rzekł do nich: «Tak jest napisane: Mesjasz będzie cierpiał i trzeciego dnia zmartwychwstanie, w imię Jego głoszone będzie nawrócenie i odpuszczenie grzechów wszystkim narodom, począwszy od Jerozolimy. Wy jesteście świadkami tego(Łk 24, 36. 45-48).

 

 Przekazane przez Jezusa Chrystusa Apostołom poprzez wieki nie straciło nic ze swej skuteczności. Żywionoprzekonanie, że wyszedłszy z ust Tego, który sam jest życiem wiecznym, wciąż pozostaje duchem i życiem. 

 

List pasterski z 1844 roku

 

Dzisiaj w głębszy sposób możemy zrozumieć doświadczenie uczniów zamkniętych w sali na górze, którzy czuli strach. Zmartwychwstały Jezus ukazał się im i otworzył ich umysły na zrozumienie Pisma. Zaprośmy Jezusa, aby przeszedł przez mury naszej sali na górze i dajmy mu czas, aby otworzył nasz umysł, abyśmy pojęli jak bardzo jest obecny przy nas za każdym razem, gdy czytamy Słowo boże. 

Nasza oblacka Reguła, przeniknięta duchem świętego Eugeniusza, jest aktualna dla każdego współczesnego ucznia: 

Ponieważ Słowo Boże jest pokarmem ich życia wewnętrznego i apostolstwa, nie zadawalają się tylko jego pilnym studiowaniem, ale przyjmują je uważnym sercem, aby lepiej poznać Zbawiciela, którego kochają i chcą objawiać światu. To słuchanie Słowa sprawia, że stają się bardziej zdolni do odczytywania wydarzeń historii w świetle wiary. Konstytucja 33 

Następne rozważanie dostępne będzie 12 kwietnia   

⇒ 8 kwietnia

 

W IZOLACJI WRAZ ZE SŁOWEM BOŻYM – NIECH NASZE SERCE PAŁA. 

 

I mówili nawzajem do siebie: «Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał?» (Łk 24, 32).

Załamani i udający się do Emaus uczniowie stracili sens życia. Ten, na którym oparli swoje nadzieje umarł i znikło wszystko, co im ukazywał. Nie ma już marzeń ani inspirujących ideałów. Czas, aby wrócić do siebie i się zamknąć. 

Łukasz opisuje, jak zdali sobie sprawę, że nieznajomy szedł razem z nimi, wszedł w ich doświadczenie i otworzył im oczy. W tym opisie rozumiemy sens Wielkanocy: Jezus Chrystus żyje i wchodzi w rzeczywistość naszego życia. Wielkanoc to otwarcie oczu, serca i życia na Jego obecność. 

Nie mogąc uczestniczyć w nabożeństwach w kościele jesteśmy zaproszeni, aby poświęcić czas na czytanie Pisma Świętego w domu. Jak uczniowie pozwólmy, aby wyjaśniał nam słowo i rozpalał nasze serca w codzienności. 

Eugeniusz swoje życie poświęcił tłumaczeniu Dobrej Nowiny o zbawieniu tym, którzy jej najbardziej potrzebowali. On i jego misjonarze pragnęli, aby pałały serca wszystkich, którzy ich słuchali. Zaproszenie wyrażone w Regule z 1818 roku jest aktualne także i dzisiaj. 

 

Musimy stanowczo starać się tylko o pouczenie ludzi…, nie zadawalać się łamaniem im chleba Słowa, ale im go przeżuwać, słowem, tak postępować, aby wychodząc po naszych kazaniach, nie podziwiali głupio tego, czego nie zrozumieli, ale żeby wracali zbudowani, poruszeni, pouczeni i zdolni powtórzyć w łonie swojej rodziny to, czego z naszych ust się nauczyli.

 

Czasami czujemy się jak uczniowie, którzy chcieli zamknąć się w odosobnieniu w Emaus. Otwórzmy oczy, aby rozpoznać obecność zmartwychwstałego Jezusa przy nas. Spędźmy nieco czasu z Jego Ewangelią. Kiedy łamiemy chleb słowa, On pomaga nam go przeżuwać i rozpala nasze serca.   

⇒ 7 kwietnia

 

OBYŚMY W IZOLACJI POTRAFILI GŁOSIĆ: WIDZIAŁEM ZMARTWYCHWSTAŁEGO PANA. 

 

Poszła Maria Magdalena oznajmiając uczniom: «Widziałam Pana i to mi powiedział» (J 20,18)

Maria Magdalena była pierwszą, która rozpoznała zmartwychwstałego Jezusa i poszła z pospiechem do Jego uczniów zamkniętym w wieczerniku. Ogłosiła im: Widziałam Pana! Najpierw byli nieufni, ale również oni doświadczyli, że Jezus żyje. 

Po rewolucji francuskiej mieszkańcy wiosek nie mieli pojęcia o wierze. Eugeniusz de Mazenod dostrzegł obecność Jezusa w ich życiu, poświęcił się, aby obwieszczać: Widziałem Jezusa tym, którzy najbardziej potrzebowali poznać zmartwychwstałego Jezusa. 

Zakładając Zgromadzenie Misjonarzy Oblatów zaprosił innych do głoszenia i zwracał uwagę, aby ich czas był podzielony na spotkanie z Panem podczas modlitwy, lektury i refleksji i głoszenie Zmartwychwstałego, którego spotkali:   

 

Misjonarze podzielą się w ten sposób, że gdy jedni we wspólnocie będą się ćwiczyć w zdobywa­niu cnót i wiedzy właściwej dobremu misjonarzowi, inni będą przemierzać wioski, aby tam głosić Słowo Boże. 

Po zakończeniu zajęć apostolskich powrócą do wspólnoty, aby odpocząć po swoich trudach i oddadzą się mniej uciążliwym formom posługi kapłańskiej, aby przez studium i medytację uczynić ich posługę bardziej owocną, gdy w przyszłości zostaną wezwani do kolejnych prac. 

 

Prośba o zatwierdzenie skierowana do Wikariuszy Generalnych z Aix, 25.01.1816, w: EO I, t. XIII, nr 2.

 

W tych dniach tak wielu z nas przebywa w zamknięciu, w podobny sposób wykorzystajmy ten czas, abyśmy również i my codziennie mogli obwieszczać: Widziałem Pana. On zmartwychwstał i żyje dla mnie!  

⇒ 6 kwietnia

 

W CZASIE IZOLACJI JEZUS ZACHĘCA NAS, ABYŚMY POSIEDLI DUCHA SKUPIENIA.

 

Jezus powiedział do nich: Nie bójce się. Idźcie i oznajmijcie moim braciom: niech udadzą się do Galilei, tam mnie zobaczą. 

Zmartwychwstały Jezus mówi do uczniów, aby wrócili do Galilei, tam Go zobaczą. Galilea to miejsce, gdzie dla uczniów wszystko się zaczęło, tak spotkali Jezusa, tam wszedł w ich życie. Dzisiaj zmartwychwstały Pan do każdego z nas mówi: Udaj się do Galilei, wróć do tego czasu, gdy postanowiłeś, że będę obecny w twoim życiu. W tym czasie izolacji Jezus zaprasza nas do powrotu do Galilei naszego serca i naszego życia. 

 

Całe życie członków Stowarzyszenia winno być ciągłym skupieniem. Aby to osiągnąć, przede wszystkim będą pamiętali o ćwiczeniu obecności Boga, wzbudzając krótkie, ale żarliwe akty strzeliste…

 

Reguła z 1818 roku, część 2, rozdział 1, §5:O modlitwie i ćwiczeniach duchownych

 

Eugeniusz nawiązał mocną przyjaźń z Jezusem – przyjaciel ciągle pragnie przebywać w obecności umiłowanego. Jego dni były wypełnione momentami skupienia – nieoczekiwanym porywem modlitwy i wyrazów miłości. 

W te Święta, które spędzamy w izolacji, właśnie do tego zachęca nas Eugeniusz w tych trudnych dniach.  

⇒ 5 kwietnia

 

WIELKI TYDZIEŃ: MARYJA NIEPOKALANA POKAZUJE NAM, ZE PEŁNIA ZBAWIENIA JEST MOŻLIWA. 

 

Moglibyśmy być salwatorianami, ale 17 lutego 1826 roku Oblaci Świętego Karola otrzymują nowe imię Oblatów Maryi Niepokalanej. To imię odczytane w salwatoriańskiej perspektywie nadaje nowej głębi naszej duchowości, bowiem Maryja bardziej niż ktokolwiek inny pokazuje nam pełnię zbawienia, do którego może dążyć każdy człowiek. 

Świętość, która w osobie Maryi osiągnęła swój szczyt bez skazy, zmarszczki, czy czegoś podobnego (Ef 5, 27) pokazuje, że można pokonać błąd i grzech, nędzę i śmierć. Misjonarz Oblat lub stowarzyszony spotkawszy Jezusa tak jak Go spotkał Eugeniusz w pewien Wielki Piątek nie ma wątpliwości, że wszystko może się zmienić. Tak więc celem misjonarzy nie jest połowiczne zbawienie, ale ich osobista świętość oraz świętość bliźnich, zwłaszcza najbardziej opuszczonych. Maryja Niepokalana pokazuje nam, że pełnia zbawienia jest możliwa. 

Dopełnieniem naszego imienia jest Maryja Niepokalana: jako oblaci przez Chrystusa ofiarujemy się Bogu i na tej drodze ofiary umacnia nas jaśniejąca świętość Maryi. Ona poprowadzi na i wielu innych ku głębszemu spotkaniu z Tym, który jedynie może zbawić, z Ukrzyżowanym Chrystusem, którego 200 lat temu spotkał święty Eugeniusz. 

 

Wilhelm Steckling OMI, Superior Generalny

Information OMInr 462, Rzym, luty 2007 roku.  

⇒ 2 kwietnia

WIELKI TYDZIEŃ: KTO ODKRYŁ, ŻE BÓG ZBAWIA, CHCE SIĘ DZIELIĆ TĄ RADOŚCIĄ.

 
Obym przynaj­mniej podwajając miłość ku Niemu, naprawił stracony czas. Niech wszystkie moje działania, myśli zmierzają tylko ku temu celowi.

 

Rekolekcje odprawione w seminarium w Aix w grudniu 1814 roku, EO I, t. XV, nr 130. 

 

A zatem, w jaki sposób pogłębić naszą salwatoriańską duchowość. Pozwólcie, że wskażę wam trzy kierunki. 

Trzecim etapem salwatoriańskiej duchowości jest misja. Ten, kto odkrył, że Bóg zbawia, że przebacza, że nas przyobleka w nowe szaty, pragnie dzielić się tą radości, aby inni również tego doświadczyli. Tak jak to powiedział Eugeniusz stajemy się współzbawcami

 

Information OMInr 462, Rzym, luty 2007 roku. 

⇒ 1 kwietnia

WIELKI TYDZIEŃ: UZNAĆ, ŻE MOJE CZYNY LUB ZANIEDBANIA PRZYCZYNIAJĄ SIĘ DO BIEDY BLIŹNICH.

 
Byłem w stanie grzechu ciężkiego i to właśnie było powodem mojego bólu.

 

Rekolekcje odprawione w seminarium w Aix w grudniu 1814 roku, EO I, t. XV, nr 130. 

 

A zatem, w jaki sposób pogłębić naszą salwatoriańską duchowość. Pozwólcie, że wskażę wam trzy kierunki. 

 

b)  To spotkanie z Chrystusem, podobnie jak świętego Eugeniusza, dorowadzi nas do opłakiwania naszych grzechów. Często je uznajemy, ale zbyt często lekko je traktujemy, zamiast je opłakiwać, odczuwać smutek i rozpacz. To nie znaczy, aby się obwiniać, ale uznać, że moje czyny lub zaniedbania przyczyniają się do biedy bliźnich. Potrzebuję zaakceptować siebie takiego, jakim jestem, z moimi talentami i brakami i usiłować lepiej naśladować Chrystusa. 

 

Information OMInr 462, Rzym, luty 2007 roku. 

⇒ 31 marca

WIELKI TYDZIEŃ: EUGENIUSZA NIE INSPIRUJE LĘK PRZED KRZYŻEM.

 
Czyż mogę zapomnieć te gorzkie łzy, jakie na widok krzyża popłynęły z moich oczu w ów Wielki Piątek?

 

Rekolekcje odprawione w seminarium w Aix w grudniu 1814 roku, EO I, t. XV, nr 130. 

 

A zatem, w jaki sposób pogłębić naszą salwatoriańską duchowość. Pozwólcie, że wskażę wam trzy kierunki. 

a) Eugeniusza nie zainspirował strach przed krzyżem. Jako oblaci rzeczywiście kierujemy wzrok na Chrystusa cierpiącego i ukrzyżowanego, co dokonuje się nie dzięki oglądanym filmom lub obrazom, ale raczej poprzez lekturę Pisma Świętego, obecności Jezusa w sakramentach i spojrzeniu na twarze naszych najuboższych braci i sióstr. 

Information OMInr 462, Rzym, luty 2007 roku. 

 

⇒ 30 marca

WIELKI TYDZIEŃ: ZDOBYCI PRZEZ TAJEMNICĘ ZBAWIENIA, KTÓRA DOKONAŁA SIĘ DZIĘKI KRZYŻOWI ORAZ GORLIWOŚĆ, ABY GŁOSIĆ JĄ NAJUBOŻSZYM.

 

Czy jest jakieś chwalebniejsze zajęcie, niż działać we wszystkim i przez wszystko dla Boga, kochać Go nade wszystko, kochać Go bardziej, dlatego że pokochało się Go tak późno. 

 

Rekolekcje odprawione w seminarium w Aix w grudniu 1814 roku, EO I, t. XV, nr 130. 

 

Imię Oblat oznacza osoby, które są gotowe do oddania życia z miłości do Boga. 

Boży Duch udzielił świętemu Eugeniuszowi i jego dzieciom łaski, że zostali zdobyci przez tajemnicę zbawienia, która dokonała się przez krzyż oraz gorliwości, aby ją głosić najuboższym. Nasza duchowość skupia się zatem na zbawieniu, jakie wyjednał nam Chrystus; można by ją nazwać duchowością salwatoriańską. Z tym duchowym nastawieniem w 1826 roku zostało zatwierdzone nasze zgromadzenie. 

17 lutego świętujemy rocznicę naszego zatwierdzenia prze Kościół. Ta łaska zaprasza nas, abyśmy jeszcze bardziej zgłębili tajemnicę zbawienia, jeszcze bardziej ustawili ją w centrum naszego życia, tak jak to uczynił święty Eugeniusz

 

W. Steckling OMI, Information OMInr 462, Rzym, luty 2007 roku.

 

⇒ 29 marca

WIELKI TYDZIEŃ: GOTOWI ODDAĆ ŻYCIE Z MŁOŚCI DO BOGA.

 

W 2007 roku były Superior Generalny Wilhelm Steckling napisał:

 

Było to najprawdopodobniej w Wielki Piątek 1807 roku, kiedy święty Eugeniusz przeżył szczególne spotkanie z krzyżem, które odmieniło jego życie. W rzeczywistości to ono uczyniło z niego oblata. Tym, co możemy świętować w 2007 roku nie jest rocznica powstania zgromadzenia, le raczej urodziny naszego charyzmatu, urodziny duchowego daru, który nas ożywia, urodziny naszej oblackiej duchowości. 

Krzyż, który kontemplował w ten Wielki Piątek wzbudził w młodym, 24. letnim Eugeniuszu przekonanie o jego oddaleniu od Boga. Szukałem szczęścia poza Bogiem i na moje nieszczęście trwało to zbyt długo – napisał kilka lat później w czasie rekolekcji w 1814 roku. W tej pustce spotyka Kogoś, kto bezgranicznie go kocha. Wówczas jego grzechy rozpuszczają się we łzach wywołanych uściskiem Chrystusa i to doświadczenie odciska piętno na całym jego życiu: Czyż mogę zapomnieć te gorzkie łzy, jakie na widok krzyża popłynęły z moich oczu w ów Wielki Piątek? Szczęśliwy, tysiąckroć szczęśliwy, dzię­ki temu, co uczynił ten dobry Ojciec, mimo mej niegodności, używa­jąc wobec mnie całego bogactwa swego miłosierdzia. To doświadczenie nie ogranicza się do jego życia wewnętrznego: Obym przynaj­mniej podwajając miłość ku Niemu, naprawił stracony czas

Niedługo potem Eugeniusz zechciał podzielić się tym doświadczeniem z innymi, a gorliwość o dusze prowadzi go w końcu do założenia oblatów.

Imię Oblat oznacza osoby, które są gotowe do oddania życia z miłości do Boga

 

Information OMInr 462, Rzym, luty 2007 roku. 

 

⇒ 26 marca

OGLĘDNIE SIĘ DO NIEGO ODNOISIŁEM – TO CIERPIENIE OFIARUJĘ PANU.

 

Delikatną kwestią dla Eugeniusza de Mazenoda, superiora oblatów, są relacje z niektórymi oblatami, zwłaszcza z tymi o trudnym charakterze oraz wrażliwości. Zwierza się w swoim dzienniku:

 

Kto mógłby domyślić się drażliwości tego ojca?  Ciągle narzeka, że nie okazuje mu się względów. Gdy chodzi o mnie, to uroczyście zapewniam, że jestem daleki od traktowania go w ten sposób, zawsze bardzo go kochałem i bardzo często zbyt oględnie się do niego odnosiłem, aby uniknąć zranienia go. Przyznając słuszność jego talentom, moje ojcowskie serce chciało jeszcze czegoś, aby cenić jego dobre cechy 

 

Eugeniusz szczerze się wypowiadając, widocznie zranił osobę, której chciał pomóc: pomimo zastrzeżeń, oględnie się do niego odnosiłem. Cierpienie z powodu oględności w wyniku czegoś, co należy powiedzieć lub skarcić, nie jest czymś nowym dla Eugeniusza ani dla każdego przełożonego. Mając świadomość boleści, Eugeniusz zawsze zwracał się do ukrzyżowanego Zbawiciela i zawsze polecał Mu swoje cierpienie. 

 

To cierpienie wraz z wieloma innymi tego rodzaju ofiaruję Panu.

 

Dziennik, 19.01.1842, w: EO I, t. XXI.

 

Trudno a czasem nawet ż boleśnie jest żyć z osobami, które powinny zmienić swe nastawienie lub zachowanie. Eugeniusz uczy nas, aby je przeżywać w obecności krzyża, zwłaszcza w obliczu cierpienia lub odrzucenia. 

 

⇒ 25 marca

NIE POTRAFILIBYŚCIE UWIERZYĆ W SZCZĘŚCIE, JAKIEGO DOZNAJĘ, DOWIADUJĄC SIĘ O ZJEDNOCZENIU I SERDECZNOŚCI, KTORA PANUJE WŚRÓD WAS. 

 

Najgłębszym pragnieniem ojca każdej rodziny zakonnej jest, aby członkowie żyli w duchu jedności. Kiedy czytamy o jego radości z powodu ducha oblackiej wspólnoty w Vico na Korsyce, przypominamy ostatnie słowa Eugeniusza: Zachowujcie między sobą miłość, miłość, miłość:

 

Żyjcie szczęśliwi, moje drogie dzieci, w waszej cennej wspólnocie. Nie potrafilibyście uwierzyć w szczęście, jakiego doznaję, dowiadując się zjednoczeniu i serdeczności, która panuje wśród was. Ach!, jak mój duch jest wśród tej tak drogiej cząstki mojej rodziny! Jesteście moją pociechą moją radością, niech Pan wypełnia was swoimi błogosławieństwami. Przyciskam was wszystkich do serca.

 

List do o. Etienne Semeria, 27.12.1841, w: EO I, t. IX, nr 755.

⇒ 24 marca

BOŻA PRZESTRZEŃ I CZAS

 

Eugeniusz napisał do mistrza nowicjuszów:

 

Widzę wielki brak w nieposiadaniu Najświętszego Sakramentu w zasięgu ojca nowicjuszy. U stóp Jezusa Chrystusa szliby oni rozpalać się. Nie wystarczy iść czerpać z tego źródła podczas godzin wspólnych ćwiczeń, trzeba by było, żeby każdy mógł iść za porywem swego serca, często udawać się przed Zbawcę i tam rozma­wiać kilka chwil niejednokrotnie w milczeniu rozmyślania. 

 

Nowicjusze nie mieli własnej kaplicy w domu, zatem Eugeniusz podsuwa pewną sugestię. 

 

Wiem, że w aktualnej sytuacji są wielkie trudności, nawet przeszkody, by iść szukać Najświętszego Sakramentu tam, gdzie się znajduje. Proszę wierzyć, że jest ojciec pozbawiony potężnego środka, by sprawić, żeby w ojca nowicjacie panowała żarliwość. Proszę to uzupełnić przynajmniej przez osobną kaplicę Świętej Dziewicy, gdzie można by pójść się skupić. Niech ojciec nie boi się poświęcić pokoju w tym celu

 

List do o. Josepha Vincensa, 03.12.1841, w: EO I, t. IX, nr 752.

 

Większość z nas nie ma kaplicy w zasięgu ręki, aby tam pójść i pomodlić się, ale każdy z nas może stworzyć sobie specjalną przestrzeń do modlitwy w pomieszczeniu, w którym mieszkamy. Ważne jest, aby mieć taką bożą przestrzeń, w której mogę spędzić nieco czasu z Bogiem, aby trwać przed Panem i przez kilka chwil, w cichej medytacji, porozmawiać z Nim. 

⇒ 23 marca

JEŚLI BRAKUJE IM ŻARLIWOŚCI, NIE FORMUJEMY DZIECI BOŻYCH. 

 

Pisząc do mistrza nowicjuszy, Eugeniusz mówi, że każdy nowicjusz powinien: poddać się radośnie niezbędnemu przestrzeganiu Reguły. Musi postarać się przesiąknąć duchem Instytutu, który chce przyjąć, i przekonać się, że do tego dojdzie tylko przez wierność i swoją dokładność we wszystkich prze­pisach Reguły. Nie muszę polecać ojcu nalegać głównie na pobożność. Nie mogę wyobrazić sobie powołania bez tego. Trzeba kształtować wszystkich na­szych młodzieńców na tej drodze; gdyby nie było żarliwości w nowicja­cie, nie formowano by ludzi Bożych

 

List do o. Josepha Vincensa, 03.12.1841, w: EO I, t. IX, nr 752.

 

Rada Eugeniusza nie dotyczy tylko oblackich nowicjuszy. Wszyscy jesteśmy uczniami Jezusa Chrystusa i z zapałem chcemy Go naśladować. Racją istnienia mazenodowskiej rodziny jest pomagać sobie i żyć jak uczniowie w duchu świętego Eugeniusza – inaczej mówiąc być gorliwymi w naszej miłości do Boga i bliźnich. 

⇒ 22 marca

 

CZY MOŻEMY ICH ODESŁAĆ ZANIM DOBRZE POZNAJĄ I DOCENIĄ NASZE ZGROMADZENIE I BĘDĄ MOGLI ZWIĄZAĆ SIĘ Z NIM

 

Podniesiona przez Eugeniusza kwestia jest bardzo istotna także dzisiaj w procesie formacji oblatów i stowarzyszonych świeckich. Z Irlandii do Francji przyjechało trzech mężczyzn, aby odbyć nowicjat. Przybyli do nowego kraju, nie znali dobrze języka. Pod koniec nowicjatu oczekiwano, że złożą śluby zakonne. Eugeniusz zastanawia się:

 

Trzeba jednak działać roztropnie i wpierw uformować ludzi, nim Zgromadzenie rozpocznie misje w tym dalekim kraju. Upłynęło bowiem kilka lat, nim ojciec Daly stał się tym, kim jest teraz, i trudno po roku nowicjatu liczyć na młodych, którzy nie znają naszego języka, a w konsekwencji nie są w stanie przez dłuższy czas korzystać z formacji, jaka jest przewidziana. Czy mamy ich odesłać do Irlandii po tak krótkiej próbie, zanim dobrze poznają i docenią nasze Zgromadzenie i będą mogli związać się z nim? Niemożliwe. 

 

Dziennik, 28.11.1841, w: EO I, t. XX.

 

Dzisiaj nasze domy formacyjne mają charakter międzynarodowy, ale formatorzy i przełożeni dźwigają tę samą, ciężką odpowiedzialność: czy kandydaci dobrze znają charyzmat i mazenodowską duchowość? Ta sama kwestia dotyczy formacji świeckich należących do mazenodowskiej rodziny: czy w wystarczający sposób są przeniknięci mazenodowskim charyzmatem i duchowością, które będą dla nich przewodnikiem, jak być uczniem Jezusa-Zbawiciela?

⇒ 19 marca

OBLACJA – TA KONSEKRACJA JEST NIEODWOŁANA, JEST WIECZYSTA.

 

Ojciec Vincens, nowy mistrz nowicjuszy, był gotowy na przyjęcie kolejnej grupy i do wzięcia odpowiedzialności za ich formację. Eugeniusz przypomina mu, że celem nowicjatu jest złożenie oblacji na całe życie: 

 

Nalegać mocno na ważność zobowiązania, jakie zaciągamy przez oblację; są wolni od posuwania się aż dotąd, ale ta konsekracja jest nieodwołalna jest wieczysta; nie na darmo zawiera się uroczyście w obecności Jezusa Chrystusa to święte zobowiązanie, które ten Boski Mistrz sankcjonuje swoim Najświętszym Ciałem i swoją cenną Krwią

 

Eugeniusz odwołuje się do zwyczaju z tamtej epoki, kiedy śluby składało na kolanach przez Najświętszym Sakramentem. Po wypowiedzeniu tekstu profesji przyjmowano komunię. Ciągle zwraca uwagę na ten etap: 

 

Biada, po tysiąc razy biada temu, kto zerwałby więzy, które nigdy nie mogą być rozwiązywane wolą tego, który je sobie nałożył. 

 

Formatorzy są odpowiedzialni, aby się przekonać, czy nowicjusze w pełni pojęli wagę tego etapu, jaki podejmują dzięki złożonej oblacji (ślubom zakonnym): 

 

Do ojca należy rozwinięcie wszystkich tych punktów i innych przy wyjaśnianiu, które ojciec ma obowiązek dawać.

 

List do o. Josepha Vincensa, 23.11.1841, w: EO I, t. IX, nr 751.

Kolejne rozważania będą 22 marca 2021r.

⇒ 18 marca

RODZICE, KTÓRYCH POWINNI KOCHAĆ W BOGU I DLA BOGA. 

 

Eugeniusz, pisząc do ojca Vincensa, nowego mistrza nowicjuszy, który rozpoczyna pracę z kolejną grupą nowicjuszy, udziela mu wskazówek. Radzi mu, aby nowicjat rozpocząć od dobrych rekolekcji. 

 

Polecam ojcu przeprowadzić dobre rekolekcje przygotowujące do nowicjatu, osiem dni ćwiczeń według metody św. Ignacego. 

 

Następnie zwraca uwagę, aby nowi nowicjusze byli ludźmi, którzy, rzeczywiście ponad wszelkie ich rodzinne relacje chcą nawiązać relację z Jezusem. 

 

Jest bardzo ważne, żebyśmy przyjmowali tylko ludzi oddanych, wspaniałomyślnych, oderwanych od wszystkiego, co nakazuje posłuszeństwo, oderwanych zwłaszcza od rodziny, którą należy kochać w Bogu i dla Boga, ale bez przywiązania, jakie należy zachowywać dla nich, by nie mogło nigdy wpływać na nasze postępowanie, nasze uczynki, naszą wolę ani nawet na nasze myśli. 

 

List do o. Josepha Vincensa, 23.11.1841, w: EO I, t. IX, nr 751.

 

Nie chodzi o zerwanie więzów rodzinnych, ale o przeniesienie ich na głębszy poziom – miłość do rodziny w Bogu i dla Boga. Tego wymagał Jezus od każdego, kto chciał za Nim iść. 

⇒ 17 marca

CZCIGODNY KAROL ALBINI: DZIEŁA MÓWĄ BARDZIEJ NIŻ SŁOWA. 

 

Eugeniusz napisał w swoim dzienniku:

 

Koniecznie trzeba zająć się zbieraniem dokumentów, aby przynajmniej w skrócie przedstawić życie i posługę o. Albiniego. Czcimy na ołtarzach świętych, którzy przecież nie byli obdarzeni większymi darami niż ten sługa Boży. Każdy z nas dobrze wie, jak heroiczne były jego cnoty, i możemy zaświadczyć, że pewne zdarzenia z jego życia są cudowne, jak były cudowne w życiu każdego innego świętego. W powszechnej opinii duchowieństwa Marsylii jest on uznawany za błogosławionego. Wszyscy wierni Korsyki od dawna uważają go za świętego. Czyny przemawiają jeszcze mocniej niż słowa do tych, którzy go znali lub którzy tylko słyszeli o nim. Wierni gromadzą się przy jego grobie, prosząc go o wstawiennictwo, wielu przypisuje mu otrzymane łaski i zdziałane cuda.

 

Dziennik, 03.12.1841, w: EO I, t. XX.

 

Dzisiaj do tego życzenia świętego Eugeniusza przyłącza się mazenodowska rodzina. 

 

Modlitwa za wstawiennictwem czcigodnego Karola Dominika Albiniego:

 

O Boże, który przez Ducha Świętego zainspirowałeś sługę Karola, by żył z Tobą w intymnej jedności umysłu i serca, i by był z Tobą i przez Ciebie prowadzony w swojej apostolskiej pracy, pozwól nam być zawsze wiernymi Tobie, tak by wszystkie nasze myśli, pragnienia i relacje z bliźnimi były prawdziwie inspirowane Twoim miłosierdziem. Ufni, że blask Twojego wiernego sługi lśni przed ludźmi, błagamy Cię, byś przez jego wstawiennictwo zesłał na nas hojnie swoje łaski, przez Chrystusa, Syna Twojego. Amen.

 

Ojcze nasz – Zdrowaś Maryjo – Chwała Ojcu

 

O wszelkich otrzymanych łaskach prosimy poinformować Postulatora Generalnego. Jeśli macie uwagi lub sugestie, chętnie ich wysłuchamy. Wiadomości proszę kierować na adres: postulatore.generale@omigen.org

⇒ 16 marca

ZRÓBYMY WSZYSTKO, ABY OJCIEC ALBINI ZOSTAŁ UHONOROWANY, ZWŁASZCZA ŻE SAM CHCIAŁ BYĆ POKORNY

 

Dwa lata wcześniej na Korsyce zmarł ojciec Karol Albini. Eugeniusz był przekonany o jego świętości, która ujawniała się w jego sposobie życia, przepowiadania słowa Bożego i posługi wśród najbardziej opuszczonych i seminarzystów.  Już za życia przypisywano mu cuda. Eugeniusz mówi o nich w liście do ojca Semerii, superiora oblatów na Korsyce. 

 

Polecam wam także zbierać wszystko, co ma związek z błogosławionym życiem naszego ojca Albiniego. Kiedy spotykacie osoby, które doświadczyły skutków jego miłosierdzia albo które przypisują jego wstawiennictwu wyzdrowienie z chorób, spiszcie protokół z tego wszystkiego; moim zamiarem byłoby rozpocząć jego proces choćby po to, by został on uznany za sługę Bożego. Wierzę, że byłoby łatwo do tego dojść; takie jest przynajmniej przeświadczenie adwokata, który prowadzi sprawę księdza de la Salle. Mówcie często o tym świętym misjonarzu; rozbudzajcie ufność ludzi, którzy doświadczyli skutków jego gorliwości, słowem nie zapominajmy niczego, aby go sławić tak, jak on chciał się upokarzać.

 

List do o. Etienne Semeria, 10.11.1841, w: EO I, t. IX, nr 748.

 

Proces beatyfikacyjny jest w toku, w 1968 roku, po zbadaniu jego pism i na postawie pobożności ludowej, został ogłoszony czcigodnym. Zob.: https://www.omiworld.org/fr/notre-charisme/nos-saints/les-causes-oblates/venerable-charles-dominique-albini1790-1839/breve-biographie/

⇒ 15 marca

ZAWSZE BYŁEM CZŁOWIEKIEM PRAGNIEŃ, A NIEKTÓRE Z MOICH ŻYCZEŃ ZOSTAŁY WYSŁUCHANE I SPEŁNIŁY SIĘ. 

 

Już za życia świętego Eugeniusza ukazywano jako człowieka o sercu wielkim jak świat, które wypełniała misjonarska gorliwość. 

 

Wcale nie jestem prorokiem, zawsze jednak byłem człowiekiem pragnień, a niektóre z moich życzeń zostały wysłuchane i spełniły się. Niech te, które kieruję do Boga za wami, moje drogie dzieci, sprowadzą na was wszystkie niebieskie błogosławieństwa i niech napełnią wasze dusze łaskami i pociechami.

 

Teraz, udający się do Kanady oblaci, mieli zrealizować do marzenie. Ojcowskie serca Eugeniusza odpowiedziało z miłością. 

 

Jesteście przedmiotem mojej najczulszej troski, nieustannie jesteście obecni w moich myślach, a moje serce nie może was bardziej kochać, biorąc pod wzgląd waszą wierność w odpowiedzi na wasze powołanie, a zwłaszcza zapał, z jakim przyjęliście piękną misję, którą wam wyznaczono, ponieważ wiecie, że inni wasi bracia o nią się ubiegali. Mniejsza z tym, wy ich wszystkich reprezentujecie, a Zgromadzenie będzie sobie gratulowało, że powierzyło wam swoje dzieło.

Zostańcie z Bogiem, moje drogie dzieci! Jeszcze raz życzę wam szczęśliwej podróży i peramanter i z całego serca udzielam wam mojego ojcowskiego błogosławieństwa.

 

List do pierwszych misjonarzy w Kanadzie, 09.10.1841, w: EO I, t. 1, nr 9.

⇒ 12 marca

IM BĘDZIECIE ŚWIĘTSZYMI, PRZYKŁADNIEJSZYMI I BARDZIEJ ŻYJĄCYMI WEDŁUG REGUŁY, 

TYM BARDZIEJ DOBRO BĘDZIE SIĘ SZERZYŁO

 

Święty Franciszek prosił swoich braci, aby, jeśli to jest konieczne, głosili tylko słowo. Inaczej mówiąc na ludzi najbardziej powinno oddziaływać przykładne życie. Taką zasadą kierował się także Eugeniusz: niech wasze czyny przemawiają bardziej niż słowa.

 

Poza tym ojciec wie, że sława i chwała naszego Zgromadzenia znajduje się w waszych rękach. Im będziecie świętszymi, przykładniejszymi i bardziej żyjącymi według Reguły, tym bardziej dobro będzie się szerzyło. Powierzono wam zaszczepienie go w tych ogromnych regionach, bo Montreal jest może tylko bramą wprowadzającą rodzinę do zdobycia dusz w wielu krajach. Gdy znajdziecie się na miejscu, zbadajcie teren. Trzeba najpierw dobrze osiąść tam, gdzie jesteśmy wzywani. Jeżeli Bóg nam pobłogosławi, to potem zobaczymy… Niech dobra woń waszych cnót przyciągnie do was kanadyjskich duchownych, obojętnie, czy przychodzą oni z Montrealu, czy z Quebecu, albo raczej niech Quebec również dostarczy swego kontyngentu, aby was przyciągnąć do tej diecezji.

 

List do pierwszych misjonarzy w Kanadzie, 09.10.1841, w: EO I, t. 1, nr 9.

Kolejne rozważanie 15 marca

⇒ 11 marca

CIESZĘ SIĘ, ŻE ROZMAWIAM Z OJCEM O NASZYCH WSPÓLNYCH SPRAWACH

 

Sześciu misjonarzy, którzy udali się, aby otworzyć pierwszą oblacką misję w Kanadzie, z pewnością nie byli doskonali. Eugeniusz jako ojciec rodziny, miał tego świadomość i dlatego udziela im wskazówek, aby żyć jak zjednoczona rodzinna zakonna. 

 

Miejcie jednego ducha; wspierajcie się nawzajem. Nie szemrajcie nawet wtedy, gdyby coś działo się nie według waszej myśli. Róbcie sobie uwagi, które uważacie za pożyteczne, w sposób łagodny, bez sporu i cierpkości. Jeśli nie zostaną przyjęte, zachowajcie spokój i nie odrzucajcie posłuszeństwa. Żadnych docinków, obrażania się, niech dominuje szczerość, prostota, łagodność, a szczególnie miłość, omnia nostra in charitate fiunt. W razie potrzeby skontaktujcie się ze mną poufnie, ale po dobrym rozważeniu przed krzyżem, bez uprzedzenia i bez przesady. Wszyscy jesteśmy członkami tego samego ciała. Niech każdy swoim wysiłkiem i poświęceniem, jeśli to jest potrzebne, przyczynia się do dobrobytu tego ciała i do rozwoju wszystkich jego zdolności. Nie wiem, po co ojcu to przypominam. Znam dobrego ducha, który ojca ożywia, ale cieszę się, że rozmawiam z ojcem o naszych wspólnych sprawach.

 

List do pierwszych misjonarzy w Kanadzie, 09.10.1841, w: EO I, t. 1, nr 9.

 

Dobre ludzkie i ojcowskie wskazówki zapraszają nas do refleksji nad naszymi codziennymi relacjami. Zobaczcie, jak chrześcijanie wzajemnie się kochają i są gotowi umrzeć jedni za drugich (Tertualian, III wiek). 

⇒ 10 marca

MOI SYNOWIE W DRODZE NA TĘ PIĘKNĄ MISJĘ, KTÓRA DO WAS WYCIAGA RAMIONA

 

Święty Eugeniusz napisał do pierwszej grupy, która opuszcza Francję, aby udać się na naszą pierwszą zagraniczną misję: moi synowie w drodze na tę piękną misję, która do was wyciąga ramiona. Sześciu oblatom zwraca uwagę na wrażenie, jakie zrobią w chwili przyjazdu. Od tego zależy sukces głoszenia Ewangelii. 

 

Pamiętajcie, że na miejscu będą na was zwrócone oczy wszystkich i że najpierw osądzą was po wyglądzie. Trudno potem zmienić pierwsze wrażenie. Niech widzą w was mężów, którzy idą na zdobycie dusz, na których życie zakonne można liczyć dla zbudowania kleru i ludu tej ogromnej diecezji i jej wszystkich okolic.

 

Kluczem ich sukcesu jest wzorowanie życia na oblackiej regule, która streszcza życie duchowe i posługę oblatów. 

 

Zaraz po osiedleniu się zacznijcie żyć według Reguły, aby nie mówiono, że sulpicjanie i jezuici (dwa ważne zakony na wschodzie Kanady) lepiej od was postępują.

 

List do pierwszych misjonarzy w Kanadzie, 09.10.1841, w: EO I, t. 1, nr 9.

⇒ 9 marca

PRZEKONAĆ STRONY DO PRZYJĘCIA DECYZJI DYKTOWANYCH W DUCHU NAJDOSKONALSZEJ BEZSTRONNOŚCI

 

Tymczasem biskup Marsylii bardzo żywo interesuje się misyjną posługą każdego swojego syna-oblata.

 

Proszę się ubiegać o tę karierę z ufnością i odwagą. Widzi ojciec, że to dobry Bóg prowadzi ojca kroki i ojcu towarzyszy. 

Następnie odnosi się do posługi pojednania, jaką wśród bardzo poróżnionych frakcji podejmują oblaci. Nie wystarczyło, aby do pojednania dojść za pomocą słów czy emocji. Koniecznie trzeba było każdej grupie dać możliwość wypowiedzenia kwestii spornych (zazwyczaj dotyczyły dóbr i władzy), a następnie wspólnie pracować nad znalezieniem prowadzącego do zgody rozwiązania. Oblaci byli neutralnymi mediatorami, aby orzekać w arbitrażowym postępowaniu prawnych rozporządzeń.  

 

Niewątpliwie zgadzam się, żebyście godzili się być polubownymi ar­bitrami w zatargach, które podtrzymują niezgodę w rodzinach, ale trzeba, żeby ojciec zdobył jakąś znajomość praw, które rządzą sprawą. Będzie oj­ciec musiał poczytać kodeks cywilny, ponieważ trzeba uważać, by nie sta­wiać na los szczęścia postanowienia, które znajdowałoby się w opozycji z prawami. Prawość nie zawsze wystarcza. We wszystkich wypadkach trzeba działać z dużą roztropnością i przekonywać strony, jak tylko moż­na, do chętnego przyjęcia ojca decyzji dyktowanych w duchu najdosko­nalszej bezstronności.

 

List do o. Etienna Semerii, 10.11.1841, w: EO I, t. IX, nr 748.

⇒ 8 marca

OTOCZONY TYMI WSZYSTKIMI KRWIOŻERCZYMI LUDŹMI, KTÓRZY NA OJCA WOŁANIE STAJĄ SIĘ BARANKAMI. 

 

Eugeniusz de Mazenod, będąc biskupem Marsylii, jest także Superiorem generalnym oblatów. Zatem odpowiadał na posługę misyjną oblatów i interesował się bezpośrednio wszystkim, co robili. Cieszył się ich sukcesami. 

 

Mój drogi ojcze Semerio, za każdym razem, gdy otrzymuję ojca listy, muszę zaczynać od skierowania do Boga najwyższego dziękczynienia za wszystko, co raczy dokonywać przez ojca posługę

 

Na Korsyce oblaci byli od sześciu lat. Prowadzili wyższe seminarium i głosili misje ludowe. W tym czasie na wyspie dochodziło do rodzinnych konfliktów oraz rozlewu krwi. Oblaci właśnie kończyli misję w mieście Zicavo, gdzie udało im się doprowadzić do zażegnania konfliktu pomiędzy walczącymi frakcjami. 

 

Tym razem zgadzam się, że należałoby jeszcze podwoić dziękczynienie za cuda tej pięknej misji w Zicavo, która skłania do wylewania za nią łez radości. Widzę ojca stąd otoczonego tymi wszystkimi krwiożerczymi ludźmi, którzy na ojca wołanie stają się barankami, sztylety wypadają im z rąk, przebaczają sobie, ściskają się. Och, jakie to piękne! I ta wzruszająca odpowiedź: że swej broni załadowanej, by zabijać swych nieprzyjaciół, teraz już nie mieli, było słuszne rozładować ją na cześć ojca, ależ to jest wzniosłe!

 

List do o. Etienna Semerii, 16.10.1841, w: EO I, t. IX, nr 741.

⇒ 5 marca

TO SZCZĘŚCIE MIEĆ WOKÓŁ SIEBIE TAK DROGIE MI OSOBY. 

 

Podczas jednych z nielicznych wakacji spędzonych z matką i rodziną siostry Eugeniusz w pochwalnym tonie opisuje swoje wrażenia. Było to ostatnie spotkanie rodziny z siostrzeńcem Louisem, który był umierający. Dwie siostry Ludwika umarły jako nastolatki, jego śmierć zabiera w wieku 26 lat. Przeżyje jedynie dwójka rodzeństwa – Eugène i Césarie.

 

W zamku prowadziliśmy życie wspólnotowe. Dla mnie był to budujący widok, gdy tyle chrześcijańskich dusz zebranych wokół mnie pociągały czarem swoich cnót i najbardziej cennymi zaletami. Nasza zacna mama w wieku osiemdziesięciu lat to wzór tradycyjnych obyczajów rodzinnych, wiernie wypełniająca wszystkie swoje obowiązki religijne. Ona i moja siostra codziennie recytują oficjum brewiarzowe z godnym podziwu skupieniem i nabożeństwem. Moja siostra to prawdziwy anioł pobożności. Kobieta, która mężnie, z heroiczną odwagą zniosła srogie doświadczenia losu, okrutną stratę swych dzieci, opłakiwanych przez nas wszystkich; jej męstwo nie wykluczało jej kobiecej wrażliwości. Mój szwagier to najbardziej szlachetny człowiek, jakiego znam. Brakowało mu tylko tego, czego na prośby jego dzielnej i mądrej żony i nas wszystkich Pan raczył udzielić, to znaczy aby był praktykującym katolikiem, bo do spraw religii odnosił się zawsze z największym szacunkiem. 

A co mam powiedzieć o moim siostrzeńcu Louisie, którego świątobliwe życie jest pełne ideałów? Eugène, jego brat, zachwyca nas wszystkich i przekonaliśmy się, że zasłużył na pochwałę, jaką pod jego adresem skierował o. Pillon, rektor kolegium w Brugelette. Co do Césarie, wszyscy, którzy ją znają, zgodzą się ze mną, że wyróżnia się zarówno swą uprzejmością, jak i dobrocią, i że jest uosobieniem doskonałości, gdy chodzi o jej umysł, jej serce i cechy charakteru. To szczęście mieć wokół siebie tak mi drogie osoby jest zamącone i zmieszanie z goryczą, gdy patrzę, jak cierpi nasz biedny Louis…

 

Dziennik, 16.09.1841, w: EO I, t. XX.

⇒ 4 marca

JAKIEGO DOZNAJĘ SZCZĘŚCIA, KIEDY ROZDAJĘ CIAŁO CHRYSTUSA CZŁONKOM CAŁEJ MOJEJ RODZINY. 

 

Siostrzeniec Eugeniusza, Louis Boisgelin, studiował, aby zostać jezuitą, ale poważnie zachorował. To trzecie dziecko siostry Eugeniusza, które umrze w młodym wieku. Louis został odesłany do domu na wypoczynek, Eugeniusz dołącza do niego na osiem dni: 

 

Jakiego doznaję szczęścia, kiedy rozdaję Ciało Chrystusa członkom całej mojej rodziny. Jest w tym coś boskiego, nadprzyrodzonego i tylko z trudem usiłuję powstrzymać łzy, tak mocno czuje to moje serce.

 

Dziennik, 14.09.1841, w: EO I, t. XX.

⇒ 3 marca

NADCHODZĄCY DZIEŃ NIEZMIENNIE PRZYBLIŻA NAS DO STAROŚCI, 

NADCHODZĄCE URODZINY PRZYPOMINAJĄ NAM, ŻE JEST OJCIEC STARSZY O ROK

 

Refleksje Eugeniusza o jego 60 urodzinach i wieku nie wymagają żadnego komentarza: 

 

Nic szczególnego w tym dniu, poza tym że kończę dzisiaj 59 lat. W ten sposób zbliżamy się do kresu życia, niemal nie zdając sobie z tego sprawy. Rozpoczynający się dzień niezmiennie przybliża nas do starości, nadchodzące urodziny przypominają nam, że jesteśmy starsi o jeden rok i z każdym rokiem liczba lat rośnie. Zaskakuje nas to, bo choć upływa szybko życie, nic nie wydaje się zmienione na gorsze ani co do zdrowia ciała, ani co do władz umysłu. Lustro mogłoby przyciągnąć moją uwagę i ukazać niszczące działanie czasu, lecz tym sprzętem posługuję się tylko po to, by szybko pozbyć się natrętnej brody. Zresztą, lustro pokazuje, jakim byłem wczoraj czy przedwczoraj, i pomaga mi zastanowić się na urodą i świeżością mego oblicza. Krótko mówiąc, mam już sześćdziesiątkę na karku. Może lepiej byłoby, gdybym o tym nie wiedział, bo to uświadamia mi, że zbliżam się do kresu życia, skąd więc mam czerpać odwagę, by rozpocząć jakieś dzieło? Może to przełamać tylko siła woli wspomagana potężną łaską Boga.

 

Dziennik, 01.08.1841, w: EO I, t. XX.

⇒ 2 marca

TO OPATRZNOŚC ODPOWIEDNIO UKŁADA SPRAWY, CHOĆ MY WCALE TEGO NIE ROZUMIEMY. 

 

Hippolyte Guibert, gdy w 1816 roku w Aix powstali Misjonarze Prowansji, miał 14 lat i był blisko nich. Prze siedem lat przypatrywał się ich gorliwości i w końcu, mając 21 lat, poczuł, że Bóg go wzywa, aby do nich się przyłączyć. W 1823 roku złożył wieczystą oblację.  

Guibert był osoba bardzo utalentowaną, ale przez całe życie pozostał pokornym. Eugeniusz dostrzegł jego zalety i powierzył mu wiele kierowniczych stanowiska, zwłaszcza urząd superiora wspólnoty w Laus a następnie rektora wyższego seminarium na Korsyce. 

Jego zalety zauważył także rząd i Kościół i w 1841 roku, w wieku 39 lata, został mianowany biskupem Viviers. Później zostanie arcybiskupem Paryża i pierwszym oblatem-kardynałem. Ale to historia na później. 

 

Rząd chce nominacji o. Guiberta na biskupa i wcale się temu nie dziwię

 

Dziennik, 20.07.1841, w: EO I, t. XX.

 

Z powodu wyjazdu misjonarzy do Kanady zmniejszyła się liczba oblatów we Francji, a teraz zabrano jeszcze jednego z najbardziej oddanych. Eugeniusz zwierza się ojcu Courtèsowi: 

 

Aby skomplikować jeszcze nasze kłopoty, zabrano nam niedawno o. Guiberta. Nie ukrywam przed sobą korzyści tej nominacji z wielu względów, ale w obecnej sytuacji mnie przygniata. Wolałbym, żeby go przed dwoma laty mianowano biskupem w Gap, z wiadomych powodów, ale w Viviers, i to teraz, raczej mnie to martwi. Jednak nie sprzeciwiam się planom Opatrzności. Ona odpowiednio ułożyła sprawy, choć my wcale tego nie rozumiemy. Ona przyjdzie nam z pomocą. 

 

List do Hippolyta Courtèsa, 11.08.1841, w: EO I, t. 1, nr 3

⇒ 1 marca

ORACJA BĘDZIE DLA OJCA KOPALNIĄ, 

A CODZIENNE RACHUNKI SUMIENIA BĘDĄ OJCU SŁUŻYĆ JAKO LATARNIE, ZWIERCIADŁO, KOMPAS I OSTROGI. 

 

Nominacja ojca Josepha Vincensa mistrzem nowicjuszy wzbudzał lęk w tym młodym ojcu, że nie będzie w stanie sprostać tej odpowiedzialności. Rady, których udziela mu Eugeniusz, można także odnieść do nas w obliczu trudnych sytuacji, z jakimi mamy do czynienia. Eugeniusz pisze: 

 

by ojcu powiedzieć, że ojciec powinien złożyć całą swoją ufność w Bogu w nowym obowiązku, który został ojcu nałożony, i być przekonany, że z Jego pomocą ojciec podoła tak samo dobrze, a nawet lepiej niż w każdym innym. Oracja będzie ojca kopalnią, a codzienne rachunki sumienia będą ojcu służyć jako latarnie, zwierciadło, kompas, a nawet ostrogi w razie potrzeby. Niech więc ojciec postępuje dalej z ufnością i mówi sobie jak święty Ignacy: „Vincens sam nie może nic, Vincens i Bóg mogą wszystko”.

 

List do Josepha Vincensa, 17.07.1841, w: EO I, t. IX, nr 734.

 

Oracja to codzienna modlitwa, w czasie której misjonarze wspólnie modlili się za siebie. To kopalnia złota, która wszystkim dostarczyła wielu duchowych bogactw. Rachunek sumienia to piękna praktyka stosowana przez świętego Ignacego i sulpicjanów. 

⇒ 26 lutego

PUBLICZNIOŚĆ ROZPIESZCZA OJCA Z POWODU OJCA DOBRYCH CECH, OJCA GORLIWIOŚCI I TEGO WSZYSTKIEGO, CO W OJCU ODNAJDUJĄ.  

 

Ojciec Louis Toussaint Dassy był bardzo utalentowanym i inteligentnym oblatem, doskonały we wszystkim, co robił jako kaznodzieja, autor książek, który z przyjemnością studiował archeologię. Eugeniusz pisze do niego i udziela mu pewnych wskazówek, aby go zapewnić, że liczy na Boga a nie na jego osobiste talenty. 

 

Nie przestaję dziękować Bogu za dobro, które się dokonuje przez ojca posługę, ale ojciec, moje dziecko, i ojca współbracia, miejcie zawsze w sercu i na ustach te piękne słowa Apostoła: Servi inutiles sumus; quod debuimus facere fecimus. Kim bowiem jesteśmy, by dokonywać cudów? Tym, co musi nas zaskakiwać, to to, żebyśmy nie psuli dzieła, które Bóg nam powierzył przez nasze niewierności, a to, co my do tego dodajemy ze swego

 

Przestrzega młodego, 33-letniego mężczyznę: wymażmy w naszych własnych oczach i starajmy się niczego nie żądać od ludzi, nie chcemy już ich pochwał, ich podziwu itd., ich pieniędzy. Ojciec zwłaszcza, mój dobry synu, musi strzec się, ponieważ publiczność rozpieszcza ojca z powodu ojca dobrych cech, ojca gorliwości i tego wszystkiego, co w ojcu odnajdują. 

 

List do ojca Louis Dassy, 17.07.1841, w: EO I, t. IX, nr 733.

 

Kolejne rozważanie będzie 1 marca

⇒ 25 lutego

BÓG BOWIEM JEST MI ŚWIADKIEM, JAK PODĄŻAM ZA WAMI Z CAŁYM MYM UCZUCIEM W UMIŁOWANIU CHRYSTUSA. 

 

Eugeniusz, tak jak święty Paweł, jest ojcem oblackiej, misjonarskiej rodziny. Wyraża swoją miłość do udającej się do Kanady wspólnoty:

 

Jeśli chodzi o mnie, to dziękuję Bogu za każdym razem, gdy myślę o was, we wszystkich moich modlitwach, prosząc Go z radością za was wszystkich do waszej łączności duchowej w Ewangelii, ufając również w to, że Ten, który w was rozpoczął dobre dzieło, doprowadzi je do wypełnienia, aż do dnia Jezusa Chrystusa. Słusznie tak myślę o was, których noszę w swoim sercu. Bóg bowiem jest mi świadkiem, jak podążam za wami całym uczuciem w umiłowaniu Chrystusa i proszę, aby wasza miłość coraz bardziej obfitowała w wiedzę i we wszelkie uczucia przez Jezusa Chrystusa na cześć i chwałę Bożą.

 

Biskup Berteaud de Tulle wychodząc ze spotkania z Eugeniuszem zwołał: Panowie, spotkałem Pawła. Obojętnie czy te słowa są prawdziwe, czy też nie, pokazują ducha, z jakim Eugeniusz spoglądał na misje zagraniczne. 

Wyjeżdżajcie więc z chętnym i radosnym sercem. Niech sam Bóg, nasz Ojciec, i Pan nasz, Jezus Chrystus, kierują waszymi krokami. Niech Najświętsza Dziewica Maryja poczęta bez zmazy otoczy was swoją życzliwą macierzyńską opieką i niech troskliwie strzeże was święty Anioł Boży.

Dan w Marsylii z naszym podpisem i pieczątką oraz sygnaturą sekretarza Zgromadzenia w roku Pańskim tysiąc osiemset czterdziestym pierwszym dnia dwudziestego dziewiątego września.

 

List obediencyjny pierwszych misjonarzy w Kanadzie, 29.09.1841, w: EO I, t. 1, nr 8.

 

⇒ 24 lutego

POKAZAĆ SIĘ TAKIM, JAKIEGO OJCA WSPÓŁBRACIA CHĘTNIE SZUKAJĄ, ABY IŚĆ ZA OJCEM KROK W KROK.

W misjonarskim pełnomocnictwie Eugeniusza dla pierwszej oblackiej wspólnocie podkreślono wagę wzajemnego wspierania się.
Dlatego wzajemnie się zachęcajcie i budujcie jedni drugich. Bądźcie zjednoczeni w tym samym duchu, współpracując dla wiary w Ewangelię. 

Następnie zwraca się do superiora wspólnoty ojca Jeana Baptista Honorata:

Niech szczególnie ojciec, któremu powierzyliśmy kierowanie współbraćmi, odznacza się raczej zaletą i cnotą niż wywyższeniem swego stanowiska; niech ojciec stara się bardziej pozyskać serca swoich podwładnych miłością i łagodnością niż przez kierowanie nimi władzą. Przez zachowanie naszych Reguł i swoją pobożnością proszę się pokazać takim, jakiego ojca współbracia chętnie szukają, aby iść za ojcem krok za krokiem i na wyścigi ojca naśladować.

 

O wsparcie poproszono pozostałą część wspólnoty: 

Wy natomiast, których nasz Zbawiciel raczył powołać z takim upodobaniem spośród waszych współbraci do tak wielkiego dzieła, starajcie się ze wszystkich sił odpowiedzieć na to święte wezwanie boże i ulżyć brzemieniu nałożonemu waszemu superiorowi przez pokorę, umartwienie, gorliwość w udoskonalaniu się, żarliwość w modlitwie, prawdziwy szacunek dla niego ze względu na Boga, radosne posłuszeństwo, a zwłaszcza szczerą miłość.

 

List obediencyjny pierwszych misjonarzy w Kanadzie, 29.09.1841, w: EO I, t. 1, nr 8.

⇒ 23 lutego

UMOCNIJCIE SIĘ W PANU I W POTĘDZE JEGO MOCY.

 

Cytując świętego Pawła, Eugeniusz z ewangeliczną odwagą wysyła swoich misjonarzy:

 

Poza tym, bracia, umocnijcie się w Panu i potędze Jego mocy. Przyodziejcie więc zbroję bożą, stójcie mocno, z biodrami przepasanymi prawdą, odziani w pancerz sprawiedliwości i obuci przygotowaniem do ewangelizacji; niech Pan da wam siłę do głoszenia słowa z wielką mocą, aby uwolnić synów Kościoła od grzechu i doprowadzić ich do świętości, i niech otworzy wasze usta do zapoznawania z pewnością tajemnicy Ewangelii tych, którzy jej nie znają. 

 

List obediencyjny pierwszych misjonarzy w Kanadzie, 29.09.1841, w: EO I, t. 1, nr 8.

 

W tych trudnych dniach pamiętajmy, że słowa Pawła są dla nas ciągle prawdziwe i dodają nam do odwagi:

 

Konkludując: umocnijcie się w Panu i potędze Jego mocy. W końcu bądźcie mocni w Panu – siłą Jego potęgi. Obleczcie pełną zbroję Bożą, byście mogli się ostać wobec podstępnych zakusów diabła. Nie toczymy bowiem walki przeciw krwi i ciału, lecz przeciw Zwierzchnościom, przeciw Władzom, przeciw rządcom świata tych ciemności, przeciw pierwiastkom duchowym zła na wyżynach niebieskich. Dlatego weźcie na siebie pełną zbroję Bożą, abyście w dzień zły zdołali się przeciwstawić i ostać, zwalczywszy wszystko. Stańcie więc [do walki] przepasawszy biodra wasze prawdą i oblókłszy pancerz, którym jest sprawiedliwość, a obuwszy nogi w gotowość [głoszenia] dobrej nowiny o pokoju. W każdym położeniu bierzcie wiarę jako tarczę, dzięki której zdołacie zgasić wszystkie rozżarzone pociski Złego. Weźcie też hełm zbawienia i miecz Ducha, to jest słowo Boże. (Ef 6, 10-17)

⇒ 22 lutego

OBECNIE OTWIERA SIĘ DŁUŻSZA DROGA. OTWIERA SIĘ PRZED NAMI SZEROKA BRAMA. 

W oficjalnym liście obediencyjnym Eugeniusz de Mazenod jako Superior generalny udziela pełnomocnictwa ich misji. 

BÓG I OJCIEC NASZEGO PANA JEZUSA CHRYSTUSA, który nas wybrał i przeznaczył do wysławiania chwały Jego łaski, ustanowił nas, abyśmy szli i przynosili owoc i aby nasz owoc trwał.

Eugeniusz zwrócił uwagę, że istnienie oblatów jest owocem Bożej interwencji a nie ludzkich zabiegów. Przypomniał początki i owocną ewangelizację Prowansji: 

Wiecie, iż od chwili, gdy Ojciec rodziny posłał nas, małą trzódkę w ostatniej godzinie do pracy w Jego winnicy, jak naszymi skromnymi pracami przynieśliśmy obfite plony, i że po rozpoczęciu głoszenia Słowa Bożego Bóg dokonał przez nas, chociaż niegodnych, wielkich rzeczy i jak błądzący zostali sprowadzeni na dobrą drogę, wtedy gdy szliśmy w otaczających nas regionach do owiec, które poginęły.

Tak samo jak Bóg błogosławił im w skromnych początkach, tak samo będzie błogosławił oblatom na ich rozległej i otwierającej się misji w Kanadzie. 

Ale obecnie otwiera się dłuższa droga i roztacza się szersze pole działania; otwiera się przed nami szeroka brama; teraz jesteśmy posłani nie tylko do tych, którzy są w pobliżu, i do braci w wierze, ale również do innych, którzy są daleko, i do tych, którzy nie znają wiary; my, którzy z powodu naszej małej liczby byliśmy za słabi do zadania zebrania obfitego żniwa, które roztacza się przed nami.

List obediencyjny pierwszych misjonarzy w Kanadzie, 29.09.1841, w: EO I, t. 1, nr 8.

Dzisiaj ten sam duch ożywia mazenodowską rodzinę, abyśmy byli misjonarzami w rozmaitych kontekstach, w których przyszło nam żyć. Bóg nigdy nas nie opuści. 

⇒ 19 lutego

TEGO WIECZORU POŻEGNALIŚMY NASZYCH DROGICH MISJIONARZY, KTÓRZY JUTRO WYRUSZĄ DO KANADY.

 

Wreszcie nadszedł czas wyjazdu misjonarzy, którzy na pożegnaniu zebrali się w Marsylii. Pełen podziwu dla ich ofiarności i oblackiego ducha Eugeniusz woła w dzienniku: 

 

Tego wieczoru pożegnaliśmy naszych drogich misjonarzy, którzy jutro wyruszą do Kanady. Czyż może być coś bardziej budującego niż ich nastawienie, gdy wyruszają pełni zapału, gotowi do całkowitego poświęcenia. Wspaniałomyślnie składają ofiarę z najbardziej naturalnych uczuć i nawet im na myśl nie przyjdzie, by ktokolwiek okazywał, jak bardzo ich ceni. Trzeba to powiedzieć, bo tak jest rzeczywiście: każdy z nich jest doskonały, mają uznanie u Boga

 

Dziennik, 28.09.1841, w: EO I, t. XX.

⇒ 18 lutego

MÓJ DROGI SYNU, BĘDZIE MI OJCIEC WDZIĘCZNY ZA TO, ZE TAK OTWARCIE WYRAŻAM CAŁĄ MOJĄ MYŚL.

Wybór pierwszych misjonarzy, którzy udadzą się do Kanady, wymagał od Eugeniusza i członków rady poważnego rozeznania.

Zapewniam ojca, mój drogi, że dopatrzyłem się tylko bardzo dobrego motywu w propozycji, jaką ojciec mi zrobił, aby należeć do tych, którzy mają być wybrani do założenia naszej pierwszej placówki w Kanadzie. Błogosławiłem Pana za dyspozycje, jakimi Jego łaska ojca wyposażała, ale zawahałem się, gdy przypomniałem sobie list, który ojciec mi napisał, gdy donosiłem, że ojciec jest przeznaczony do stanowienia części wspólnoty w Lumières.

Po uwzględnieniu trudności spowodowanych pewnymi postawami ojca Bermonda Eugeniusz kontynuuje:

Ojciec rozumie, iż na tak daleką misję jak w Kanadzie, trzeba być użytecznym; trzeba żeby można było liczyć na solidność cnót zakonnych tych, którzy będą oddaleni ode mnie o tysiąc pięćset mil. Kto może przewidzieć trudności, których dozna się bądź to od ludzi, bądź przez wydarzenia? Jeśli nie umocniło się w praktykowaniu pokory, wyrzeczenia, jeśli nie umocniło się w posłuszeństwie, które jest fundamentem każdego życia zakonnego, jeśli nie przygotowano się do znoszenia cudzych niedoskonałości, a zwłaszcza jeśli nie wyrzekło się własnej woli, to trudno orzec, czy nie będzie już wiele kosztować podporządkowanie się woli przełożonego, i to bez wysiłku, bez żalu, bez najmniejszego szemrania.

W końcu Eugeniusz wyciąga wniosek:

Będzie mi ojciec wdzięczny, mój drogi synu, za to, że tak otwarcie wyrażam całą moją myśl. Jeżeli mnie ojciec bardziej przekona, to znajdzie się w drugiej grupie. Ściskam ojca i błogosławię. + K. J. Eugeniusz, biskup Marsylii.

List do Françoisa Bermonda, 19.08.1841, w: EO I, t. I, nr 4.

Dlatego radujcie się, choć teraz musicie doznać trochę smutku z powodu różnorodnych doświadczeń. Przez to wartość waszej wiary okaże się o wiele cenniejsza od zniszczalnego złota, które przecież próbuje się w ogniu, na sławę, chwałę i cześć przy objawieniu Jezusa Chrystusa (1 P 1, 6-7).

⇒ 17 lutego

OSTATECZNIE WYBRAŁEM OJCA, ABY NALEŻAŁ DO WSPÓLNOTY, KTÓRA ZATKNIE W DRUGIEJ CZĘŚCI ŚWIATA SZTANDAR ZGROMADZENIA, KTÓRYM JEST TEN SAM KRZYŻ. 

Przed przyjęciem misji w Kanadzie Eugeniusz konsultował się z każdym członkiem zgromadzenia. Większość członków wyraziła pragnienie, aby tam pojechać, zatem pojawiła się trudność, kogo wysłać. Oto list do jednego z tych, na którego padł los.

Mój drogi o. Lucienie, proszę podziękować Bogu za to, że wysłuchał ojca prośby. Ostatecznie wybrałem ojca, aby należał do wspólnoty, która zatknie w drugiej części świata sztandar Zgromadzenia, który ma taki sam krzyż. Mam jak największą nadzieję, że ojciec i ojca towarzysze okażecie się godnymi swego powołania, że zrobicie dużo dobra i że swoim poświęceniem, gorliwością i życiem zakonnym zaszczycicie Zgromadzenie.

 

Pierwsi misjonarze dotarli do nowego kraju. Bardzo wielkie znaczenie mają ich pierwsze wrażenia, od nich bowiem zależały zaproszenia, z jakimi zwrócono się do oblatów.

Od opinii, jaką wyrobicie o nas, zależeć będzie rozwój rodziny nie tylko w całej Kanadzie, lecz w innych krajach misyjnych dojrzałych do ewangelizacji, w których brakuje tylko pracowników do głoszenia im Dobrej Nowiny o zbawieniu. Mam jak największą nadzieję, że ojciec i ojca towarzysze okażecie się godnymi swego powołania, że zrobicie dużo dobra i że swoim poświęceniem, gorliwością i życiem zakonnym zaszczycicie Zgromadzenie. Wy pierwsi będziecie otwierać pochód; inni pójdą za wami. Trudno mi będzie pocieszyć wielu, którzy spodziewali się, że będą należeć do pierwszej grupy. Żegnam. Mam już tylko czas, by ojca uściskać i pobłogosławić. + K. J. Eugeniusz, biskup Marsylii.

List do Luciena Lagiera, 28.08.1841, w: EO I, t. I, nr 5.

Nie zapala się też światła i nie stawia pod korcem, ale na świeczniku, aby świeciło wszystkim, którzy są w domu. Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie(Mt 5,15-16).

⇒ 16 lutego

NIE WYSTARCZY CHCIEĆ PRZYJĄĆ WIELKĄ MISJĘ, TRZEBA TEŻ UMIEĆ PONIEŚĆ KONSEKWENCJE TAKIEJ DECYZJI.

Zobaczyliśmy, jak oblaci przyjęli opatrznościowe zaproszenie, aby posłać misjonarzy do Kanady. Eugeniusz najnowszymi informacjami dzieli się z ojcem Courtèsem:

Odpowiedź na pytanie, jakie postawiłem, była jednomyślna. Oprócz tego otrzymałem wiele listów, w których oświadczano mi swoją szczególną ochotę, aby go uznano za nadającego się na tę misję. Będę więc miał już tylko kłopot z wyborem, którego trzeba będzie dokonać. Postanowiono, że wyślę czterech misjonarzy i dwóch braci, aby założyli naszą placówkę w Montrealu… To już, mój drogi, wszystkie szczegóły, jakie mogę ci podać o tej ważnej misji. Mam nadzieję, że Bóg będzie jej błogosławił, i myślę podobnie jak wy wszyscy, iż będzie ona korzystna dla Zgromadzenia.

Następnie Eugeniusz stawia sobie pytanie o tych, którzy zostali wybrani, aby pojechać do Kanady:

Obecnie trudność będzie polegała na utworzeniu tej nowej wspólnoty. Wśród wybranych muszą się znaleźć ludzie zdolni do głoszenia Słowa Bożego i dobrzy do zaprezentowania się klerowi z Montrealu, który nie jest bez zasługi. Trzeba więc będzie nałożyć ofiary innym wspólnotom. Nie wystarczy chcieć przyjąć wielką misję, trzeba też umieć ponieść konsekwencje takiej decyzji.

List do Hipolita Courtèsa, 11.08.1841, w: EO I, t. I, nr 73.

Przypomnijmy sobie słowa Jezusa: Kto nie nosi swego krzyża, a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem. Bo któż z was, chcąc zbudować wieżę, nie usiądzie wpierw i nie oblicza wydatków, czy ma na wykończenie? Inaczej, gdyby założył fundament, a nie zdołałby wykończyć, wszyscy, patrząc na to, zaczęliby drwić z niego (Łk 14, 27-29).

Gorliwość i entuzjazm nie wystarczą, aby dostrzec, że projekt, obojętnie jak dobry byłby, zmierza ku końcowi.

⇒ 15 lutego

TO BĘDZIE PIĘKNA KARTA W NASZEJ HISTORII.

Eugeniusz napisał w swoim dzienniku:

Nasze domy przysyłają odpowiedzi po rozważeniu sprawy, którą im przedstawiłem. Należy wszystkie wpisać do naszych ksiąg, tak bardzo są budujące… Będzie to piękna karta w historii naszego Zgromadzenia, dzięki temu świat pozna, jak wspaniały duch ożywia to jeszcze mało znane Zgromadzenie i do jakiej ofiary są gotowi jego członkowie. Wiem, że ono wytrzyma konkurencję najbardziej szacownych i zasłużonych zakonów w Kościele, które niech pokażą teraz piękniejszy przykład poświęcenia.

Eugeniusz kontynuuje: A dowodem niech będą listy, jakie napisali i wymienia nazwiska 13 oblatów: Czytając je, można łatwo się przekonać, że duch Boży ożywia tych ludzi, którzy rozumieją obowiązki swego świętego stanu, a szczególną własnością naszej drogiej rodziny zakonnej są gorliwość o zbawienie bliźnich, wierna służba Kościołowi i miłość Zgromadzenia.

Dziennik, 24.07.1841, w: EO I, t. XX.

To mały krok, który w historii mazenodowkiej rodziny będzie miał bardzo wielkie znaczenie. Mam nadzieję, że Neil Armstrong nie obrazi się, gdy sparafrazuję jego słowa, ale ta zgoda doprowadziła do stworzenia nowego paradygmatu, mającego wpływ na życie wielu tysięcy osób wzbogaconych przez misjonarzy świętego Eugeniusza.

⇒ 12 lutego

OTO OBSZERNE POLE, KTÓRE OTWIERA SIĘ PRZED JEGO GORLIWOŚCIĄ

 

 

W liście do ojca Vincensa Eugeniusz zwierza się z opatrznościowego wezwania do zgromadzenia misjonarzy oblatów: 

Oto obszerne pole, które otwiera się przed jego gorliwością. Kanada domaga się jego posługi. Jak odpowiedzieć na jej apel, kiedy nie mamy członków. Niemniej zapytałem się całego Zgromadzenia, by wiedzieć, co mam odpowiedzieć biskupowi z Montrealu, który prosi mnie o czterech misjonarzy, aby ewangelizowali jego obszerną diecezję i pracowali nad rdzennej ludzkości, która jest w kontakcie z nim. 

 

List do Josepha Vincensa, 17.07.1841, w: EO I, t. IX, nr 734. 

 

 

Eugeniusz każdemu oblatowi zadał dwa pytania: Czy powinniśmy wyrazić zgodę na tę misje w Kanadzie? Czy zgodziłby się ojciec, aby tam pojechać jako misjonarz? 

Yvon Beaudoin w przypisie do tego listu zanotował: Mamy entuzjastyczną odpowiedź o. Dassy’ego, który był gotów pojechać z o. Vincensem: „Nie widzę… w tej misji tak wielkich ofiar do zrobienia: podróż, klimat, zmiana kraju, rozłąka z rodziną, wszystko to nie jest czymś wielkim w moich oczach. Proszę powiedzieć jedno słowo, a Francja będzie dla mnie w Kanadzie; moi rodzice, bracia i przyjaciele będą w Kanadzie; moje serce przeniesie się do Kanady i ten kraj, który w tej chwili powoduje drżenie naszych dusz, ten kraj będzie nawet w razie potrzeby moją jedyną ojczyzną aż do śmierci

 

Kolejne rozważanie będzie 15 lutego

⇒ 11 lutego

MOGŁEM JE POWIERZYĆ TYLKO LUDZIOM DOBREJ WOLI I GOTOWYCH DO OFIARY.
MUSIALEM MIEĆ ICH CAŁKOWITĄ ZGODĘ. 

 

Zanim Eugeniusz wyraził zgodę na posłanie misjonarzy za Atlantyk, do Kanady, konsultuje się z wszystkimi oblatami. 

 

No cóż! Nie odważyłem się dać biskupowi pozytywnej odpowiedzi, ale obiecałem, że rozważę jego prośbę, i gdy będzie wracał, przedstawię mu, co konkretnie mogłem zrobić, by zadośćuczynić jego życzeniu. 

Moim zamiarem było poznać opinię wszystkich członków Zgromadzenia i dopiero mając ich przyzwolenie, dać odpowiedź biskupowi Montrealu. Szło bowiem o misje w dalekich krajach wymagających zupełnego poświęcenia. Mogłem je powierzyć tylko ludziom dobrej woli gotowych do ofiary; musiałem mieć ich całkowitą zgodę. I to uczyniłem. 

 

Następnie opisał ich reakcję po konsultacji:

Najpierw wezwałem kilku superiorów naszych wspólnot lokalnych, ci od razu poparli me plany. Powiadomieni o tym wszystkim niektórzy ojcowie zaraz wyrazili gotowość do wyjazdu… Wszyscy mówili, iż wobec tak pięknej propozycji nikt nie zgłosi sprzeciwu.

Dziennik, 15 i 16.07.1841, w: EO I, t. XX.

⇒ 10 lutego

OTWIERA SIĘ PRZED NAMI WSPANIAŁA MISJA. 

 

Pisząc w swoim dzienniku, że biskup Bourget poprosił o kilku misjonarzy oblatów do Kanady, Eugeniusz z entuzjazmem zrozumiał, że przed zgromadzeniem otwierają się nowe możliwości. 

 

Chciał co najmniej czterech misjonarzy, obiecał, iż pokryje koszty podróży i da im parafię w diecezji, by zaspokoić potrzeby wspólnoty. Z upływem czasu może ona się powiększyć nie tylko o nowych misjonarzy, których zechcę mu dostarczyć, lecz i miejscowych, którzy, jak ma nadzieję, chętnie przyłączą się do nich w kraju. 

Nasi misjonarze będą głosić misje w wielu parafiach diecezji i mogą ewangelizować dzikusów, kiedy ktoś z nich nauczy się ich języka. Otwiera się przed nami wspaniała misja i z radością zobaczyłem, iż wszyscy nasi, którym o niej powiedziałem, przyjęli ją z entuzjazmem. 

 

Dziennik, 15 i 16.07.1841, w: EO I, t. XX.

 

Od tej chwili aż do dnia dzisiejszego misja trwa w 65 krajach. Wszystko to, co się dokonało ma nam uzmysłowić, że Bóg otwarł drzwi, co także czyni dzisiaj we wszystkich aspektach naszego życia. 

⇒ 9 lutego

PAN NATCHNĄŁ JĄ TAKĄ MYŚLĄ, ABY WOLNE MIEJSCE W POWOZIE ZAJĄŁ OJCIEC DALY.

Aby dostrzec opatrznościową dłoń Boga, który posłał anglofona, aby wstąpił do oblatów, przeczytajmy, co Eugeniusz napisał w swoim dzienniku:

Nie koniec na tym, brat Daly zwykle nieszukający kontaktów z innymi, w wyjątkowej okoliczności poznał angielskiego protestanta, który właśnie zamierza ze swoją rodziną podróżować do Anglii. Wkrótce potem Anglik proponuje by brat Daly towarzyszył mu, i chce opłacić jego podróż aż do Liverpoolu. Jeszcze teraz zdumiewa mnie ten niespodziewany znak Bożej Opatrzności i aż do chwili wyjazdu nie mogłem w to zupełnie uwierzyć. 

Jednak widząc takie zaufanie drogiego Daly, iż po jednej tylko rozmowie zdecydował się na podróż, śpiesznie udzieliłem mu święceń (2 maja 1841), chciałem bowiem, aby wyruszył nazajutrz, czując nad sobą Bożą opiekę. Bóg w tak cudowny sposób objawił swą potęgę i dobroć wobec wiernego sługi, który bez reszty oddał się do Jego dyspozycji. Warto dodać, iż aby ta nadzwyczajna podróż doszła do skutku, jak chciał tego o. Daly, teściowa Anglika koniecznie musiała odwołać nagle swój wyjazd. Być może to Pan natchnął ją taką myślą, aby wolne miejsce w powozie zajął o. Daly.

Następnie Eugeniusz wyjaśnia, dlaczego to, co się stało, było tak ważne. Najpierw to otwarcie bramy do ewangelizowania tych, którzy porzucili Kościół Katolicki, następnie to szansa na nowe powołania oblackie, kolejnych misjonarzy dla anglofońskich krajów na całym świecie. 

Celem podróży było zbadać miejscowy teren i założyć dom misjonarzy naszego Zgromadzenia, których zadaniem byłoby poświęcić się nawracaniu heretyckich Anglików. Jeśli zaś zajdzie potrzeba i pozwoli na to liczba misjonarzy, wyruszą do krajów kolonialnych lub nowo zdobytych regionów Ameryki czy nawet do jakiejkolwiek części świata.

Dziennik, 15 i 16.07.1841, w: EO I, t. XX.

Wiemy też, że Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra, z tymi, którzy są powołani według [Jego] zamiaru (Rz 8, 28).

⇒ 8 lutego

KOLEJNY ZNAK BOŻEJ WOLI, ABY REALIZOWAĆ JEGO DZIEŁO.

Kolejną osobą posłaną przez Boga, aby otworzyć oblatom drogę na Wyspy Brytyjskie, był John Naughten, który w poprzednim roku wstąpił do nowicjatu we Francji. To szczęśliwy przypadek zesłany przez Boga. 

Właśnie wtedy zjawił się na Kalwarii, nie wiem, w jakim celu, młodzieniec, z którego twarzy promieniowała niewinność jego duszy i miał zarezerwowane miejsce na statku, by nazajutrz wyruszyć do Rzymu15.

Ojciec Aubert przypadkiem był w zakrystii, gdy ten młodzieniec przemówił do niego po łacinie. Ojciec Aubert, domyślając się po akcencie, że jest Anglikiem, odpowiedział na jego pytanie po angielsku; młody Anglik, zachwycony, iż znalazł kogoś, kto mógłby go zrozumieć, przedstawił swoją prośbę. I tak po kolei wyjaśnia, że opuścił Irlandię, by zostać misjonarzem. Tym szczęśliwym zbiegiem okoliczności jego pragnienie mogło się spełnić, bo znalazł się w domu misjonarzy, i nie domyślając się, za rozmówcę miał superiora domu.

Nie czekając, młodzieniec prosi o przyjęcie; zaraz anulowano jego rezerwację na podróż do Rzymu i został członkiem naszej wspólnoty. Brat Daly, który przybył, by lepiej mu wszystko wyjaśnić, dojrzał w tym nowy znak Bożej woli, że ma realizować misyjne dzieło. Okazuje się, że ten młodzieniec to anioł, odbył już połowę swego nowicjatu ku zbudowaniu otoczenia i łączymy z nim wiele nadziei. Nazywa się Naugten i pochodzi ze sławnego regionu O’Connell.

Dziennik, 15 i 16.07.1841, w: EO I, t. XX.

⇒ 5 lutego

WSPANIAŁY OJCIEC, RODOWITY IRLANDCZYK, KTÓRY JAKBY NAM SPADŁ Z NIEBA.

Wraz z przybyciem ojca Williama Dalyego, który jako student na cztery lata dołączył do oblatów, Pan otwiera drogę misjom oblackim na Wyspach Brytyjskich. Eugeniusz uznał misjonarskie znaczenie tego listu i w 1841 roku przystąpił do działania.

Jak wiadomo, mamy w Zgromadzeniu wspaniałego ojca, rodowitego Irlandczyka, który jakby nam spadł z nieba. Jako oblat bez zarzutu, i jest dla nas wzorem życia zakonnego i doskonałości. Pośród zalet, jakie posiada, podziwiamy nade wszystko jego skromność i łagodność. Nikt by nie przypuszczał, iż ten tak drogi nam syn żywi w swym sercu gorącą miłość bliźniego oraz wypróbowaną gorliwość z myślą o nawracaniu swoich rodaków, angielskich heretyków rozsianych po Anglii i wielu innych krajach. Będąc zaledwie diakonem, szukał jakiegoś domu, by ułatwić Zgromadzeniu rozpoczęcie wielkiego dzieła misyjnego. Zaproponował, że napisze do Irlandii, by szukać tam kandydatów, którzy byliby odpowiedni do naszej misyjnej posługi. Odpowiedzi, jakie otrzymał, pozwalają mu ufać, że wszystko jest na dobrej drodze.

Dziennik, 15 i 16.07.1841, w: EO I, t. XX.

Przypomnijmy sobie Pawła i Barnabę: Kiedy przybyli i zebrali [miejscowy] Kościół, opowiedzieli, jak wiele Bóg przez nich zdziałał i jak otworzył poganom podwoje wiary (Dz 14, 27).

Wyjaśnienie odnośnie użytego przez Eugeniusza słowa heretyk. W słowniku jest to określenie osoby, która nie uznaje wszystkich prawd wiary religii katolickiej. Powrócimy do tej kwestii w najbliższych rozważaniach, gdy zobaczymy, że Eugeniusz cierpiał widząc mieszkańców wysp zmuszanych przez króla Henryka VIII do zmiany obywatelstwa z powodu ich małżeńskiej sytuacji. W tamtym okresie w Kościele uważano, że ci ludzie żyli w błędzie, nawet jeśli nie była to ich wian. Eugeniusz uważał ich za opuszczonych i chciał, aby powrócili do pełni zbawienia. 

Kolejne rozważanie 8 lutego

⇒ 4 lutego

BÓG ZACZYNA PISAĆ NOWĄ KARTĘ NASZEJ HISTORII.

W 1841 roku, wraz z przybyciem do Marsylii opatrznościowych gości, Bóg rozpoczął pisanie nowej karty w historii mazenodowskiej rodziny. Eugeniusz napisał w swoim dzienniku:

Biskup Montrealu w Kanadzie zatrzymał się przed kilkoma miesiącami w Marsylii10, będąc w drodze do Rzymu, i w rozmowie przedstawił mi potrzeby swej diecezji. Nalegał, bym posłał mu co najmniej czterech misjonarzy z naszego Zgromadzenia. Ich zadaniem byłoby ewangelizować mieszkańców kraju i gdyby mieli na tyle zapału, mogliby udać się do dzikusów żyjących w tym regionie

W tym samym czasie:

Przy okazji wspomnę, że realizujemy jeszcze inny podobny plan na etapie próby, ponieważ Opatrzność nam go wskazała, posługując się wydarzeniami w pełni zasługującymi na naszą uwagę. Jak wiadomo, mamy w Zgromadzeniu wspaniałego ojca, rodowitego Irlandczyka, który jakby nam spadł z nieba…

Ponadto :

Właśnie wtedy zjawił się na Kalwarii, nie wiem, w jakim celu, młodzieniec, z którego twarzy promieniowała niewinność jego duszy… I tak po kolei wyjaśnia, że opuścił Irlandię, by zostać misjonarzem.

Dziennik, 15 i 16.07.1841, w: EO I, t. XX.

W 1830 roku o misjach zagranicznych Eugeniusz napisał poniższe slowa:

Pan ukaże nam swoją wolę, gdy to Mu się spodoba.

List do ojca Tempiera, 26.07.1830, w: EO I, t. VII, nr 349.

Tego też Pan dokonał w 1841 roku!

     ⇒ 3 lutego

GORĄCO PRAGNĄ, ABY ZOSTALI UZNANI ZA GODNYCH PRZYJĘCIA DO NOWICJATU, GDY UKOŃCZĄ NAUKĘ.

 

Eugeniusz pisze do ojca Mille o śmierci oblata i zauważa potrzebę, aby go zastąpić nowymi kandydatami: 

 

Niebo się zaludnia naszymi ludźmi. Jeśli jest to myśl pocieszająca widzieć wszystkich, którzy zostali nam zabrani, jak umierają przeznaczeni, nie można nie martwić się, patrząc, jak nasze szeregi się przerzedzają… osiągnęli chwałę jako nagrodę obiecaną tym, którzy wytrwają aż do końca. 

 

Aby zapełnić szeregi, Eugeniusz właśnie zdecydował się na otwarcie kolejnego oblackiego nowicjatu. Był to długi proces rozeznania i formacji. Eugeniusz powiadamia młodego ojca Mille: 

 

Mała kolonia z Lumières daje nadzieję, ale trzeba będzie żyć dłużej, niż mogę liczyć, by cieszyć się wynikami z dobra, które jeszcze jest tak zieloną trawą. Ojciec jest dość młody, aby widzieć formujący się kłos dochodzący do dojrzałości i by z niego zebrać plony w radości; co do mnie, to wydaje się, że jestem przeznaczony, by siać we łzach. Jeśli taka jest wola Boża, godzę się na to.

 

List do Jeana Baptiste Mille’a, 16.04.1841, w: EO I, t. IX, nr 728. 

 

W swoim dzienniku o otwartym, jakbyśmy to dziś określili prenowicjacie, Eugeniusz napisał: 

 

To było potrzebne także ze względu na studentów; postanowiliśmy ich przyjąć, by w ten sposób zdobyć kandydatów do naszego nowicjatu, który całkowicie się wyludnił. Próba, jaką w tym roku podjęliśmy, daje nadzieję, ponieważ wszyscy młodzi zamieszkujący dom studencki odznaczają się dobrym duchem i gorąco pragną, by uznano ich za godnych do przyjęcia do nowicjatu, gdy ukończą naukę. 

By zapewnić im wykształcenie, posłaliśmy do tego domu naszych młodych oblatów, zarówno, którzy już ukończyli teologię, jak i tych, którzy kontynuują studia. Zdobywając sami wiedzę, będą mogli pomagać w nauce innym i własnym przykładem utwierdzać ich w powołaniu4. Ci nasi ojcowie, którzy odwiedzili ten dom, byli zachwyceni panującą tam atmosferą. Prośmy Boga, aby domowi temu udzielał coraz to więcej łask z nieba.

 

Dziennik, 12.05.1841, w: EO I, t. XX.

     ⇒ 2 lutego


 NIEBO SIĘ ZALUDNIA NASZYMI LUDŹMI

 

Wielki Tydzień i święta, opieka nad naszymi chorymi, troska o nich w niebezpieczeństwie, zmartwienie po ich stracie, wszystko zbiegło się, mój drogi o. Mille, na odłożenie napisania do ojca… Obawiam się, że zaniedbano na Kalwarii zawiadomić was o błogosławionej śmierci naszego świętego o. Parisa. Zerwał on swoje więzy w noc zmartwychwstania, po okrutnych i bardzo przedłużających się cierpieniach.

 

Ojciec Henri Paris był kapłanem-oblatem przez 13 lat, wykładał prowadzonym przez oblatów wyższym seminarium w Marsylii, którego rektorem był ojciec Tempier. Pomimo że protestował, że Eugeniusz nie przysłał go, aby dołączył do kadry wykładowców, wykładał Pismo Święte i teologię. W tym samym czasie w Marsylii założył Zgromadzenie Ofiar Najświętszego Serca Jezusa. Po jego śmierci to zgromadzenie przetrwało tylko kilka lat. (Voir https://www.omiworld.org/fr/lemma/paris-balthasar-joseph-henri-fr/Jak zawsze, gdy umierał oblat, Eugeniusz jest przekonany, że jego oddanie doprowadziło go do wiecznego odpoczynku

 

Niebo się zaludnia naszymi ludźmi. Jeśli jest to myśl pocieszająca widzieć wszystkich, którzy zostali nam zabrani, jak umierają przeznaczeni, nie można nie martwić się, patrząc, jak nasze szeregi się przerzedzają… osiągnęli chwałę jako nagrodę obiecaną tym, którzy wytrwają aż do końca. 

 

List do Jeana Baptiste Mille’a, 16.04.1841, w: EO I, t. IX, nr 728. 

 

Kiedy wspominamy naszych drogich zmarłych, pamiętajmy o słowach: Niebo się zaludnia naszymi ludźmi